W Holandii, Skandynawii, Szwajcarii ze środowiska rewolucyjnych socjaldemokratów, walczących przeciwko kłamstwu socjalszowinistów o "obronie ojczyzny" w obecnej wojnie imperialistycznej, słychać głosy na rzecz zastąpienia dawnego punktu socjaldemokratycznego programu-minimum: "milicja" lub "uzbrojenie ludu" nowym: "rozbrojenie". Pismo "Jugend-Internationale" otworzyło dyskusję nad tym zagadnieniem i zamieściło w nr 3. artykuł redakcyjny za rozbrojeniem. W najnowszych tezach R. Grimma również, niestety, znajdujemy ustępstwo na rzecz idei "rozbrojenia". W czasopismach "Neues Leben" i "Vorbote" otwarto dyskusję. Przyjrzyjmy się stanowisku rzeczników rozbrojenia.

I

Argument podstawowy polega na tym, że żądanie rozbrojenia jest najjaśniejszym, najbardziej zdecydowanym, najbardziej konsekwentnym wyrazem walki przeciwko wszelkiemu militaryzmowi i wszelkiej wojnie. Jednakowoż ten podstawowy argument - to właśnie podstawowy błąd zwolenników rozbrojenia. Socjaliści nie mogą pozostając socjalistami być przeciwko wszelkiej wojnie.

Po pierwsze, socjaliści nigdy nie byli i nigdy nie mogą być przeciwnikami wojen rewolucyjnych. Burżuazja "wielkich" mocarstw imperialistycznych stała się na wskroś reakcyjna i wojnę, którą obecnie prowadzi ta burżuazja, uważamy za wojnę reakcyjną, zbrodniczą, za wojnę właścicieli niewolników. No, a jak się ma sprawa z wojną przeciwko tej burżuazji? Na przykład z wojną narodów uciskanych przez tę burżuazję i zależnych od niej lub też z wojną narodów kolonialnych o swe wyzwolenie? W tezach grupy "Międzynarodówka", w paragrafie 5, czytamy: "W erze tego rozpasanego imperializmu nie są już możliwe żadne wojny narodowe". - jest to oczywiście niesłuszne.

Dzieje XX wieku, tego wieku "rozpasanego imperializmu", pełne są wojen kolonialnych. Lecz to, co my, Europejczycy, imperialistyczni ciemięzcy większości narodów świata, z właściwym nam nikczemnym szowinizmem europejskim nazywamy "wojnami kolonialnymi" - to są często wojny narodowe lub powstania narodowe tych uciskanych ludów. Jedna z najbardziej podstawowych cech imperializmu polega właśnie na tym, że przyspiesza ona rozwój kapitalizmu w najbardziej zacofanych krajach, a przez to szerzy i zaostrza walkę przeciwko uciskowi narodowemu. To jest fakt. Stąd jednak wynika nieodparcie, że imperializm musi nierzadko wywoływać wojny narodowe. Junius, który w swej broszurze broni wyżej wspomnianych "tez", powiada, że w epoce imperialistycznej wszelka wojna narodowa przeciwko jednemu z wielkich mocarstw imperialistycznych prowadzi do ingerencji innego, konkurującego z pierwszym i także imperialistycznego wielkiego mocarstwa i w ten sposób wszelka wojna narodowa przeistacza się w imperialistyczną. Ale i ten argument jest niesłuszny. Tak może być, ale nie zawsze tak bywa. Wiele wojen kolonialnych w latach 1900-1914 miało inny przebieg. I ośmieszylibyśmy się wprost, gdybyśmy oświadczyli, że np. po wojnie obecnej, jeżeli zakończy się ona krańcowym wyczerpaniem krajów wojujących, "nie może" być "żadnych" narodowych, postępowych, rewolucyjnych wojen toczonych, powiedzmy, przez Chiny w sojuszu z Indiami, Persją, Syjamem itd. przeciwko wielkim mocarstwom.

Negowanie wszelkiej możliwości wojen narodowych w epoce imperializmu jest teoretycznie niesłuszne, historycznie wyraźnie błędne, praktycznie zaś równoznaczne z europejskim szowinizmem: my, którzy należymy do narodów ciemiężących setki milionów ludzi w Europie, Afryce, Azji itd. - my mamy oświadczyć narodom uciskanym, że ich wojna przeciwko "naszym" narodom jest "niemożliwa"!

Po drugie. Wojny domowe - to także wojny. Kto uznaje walkę klas, ten musi uznawać i wojny domowe, które w każdym społeczeństwie klasowym stanowią naturalny, w pewnych warunkach nieunikniony dalszy ciąg, rozwinięcie i zaostrzenie walki klasowej. Potwierdzają to wszystkie wielkie rewolucje. Odrzucać wojny domowe lub zapominać o nich - znaczyłoby wpaść w krańcowy oportunizm i wyrzec się rewolucji socjalistycznej.

Po trzecie, socjalizm, który zwyciężył w jednym kraju, bynajmniej nie wyklucza od razu wszystkich w ogóle wojen. Przeciwnie, implikuje je. Rozwój kapitalizmu w różnych krajach odbywa się nadzwyczaj nierównomiernie. Nie może zresztą być inaczej w warunkach produkcji towarowej. Stąd bezsprzeczny wniosek: socjalizm nie może zwyciężyć równocześnie we wszystkich krajach. Zwycięży on początkowo w jednym lub kilku krajach, pozostałe zaś w ciągu pewnego czasu pozostaną burżuazyjnymi lub przedburżuazyjnymi. Będzie to musiało wywołać nie tylko tarcia, lecz nawet bezpośrednie dążenie burżuazji innych krajów do rozgromienia zwycięskiego proletariatu państwa socjalistycznego. W takich wypadkach wojna z naszej strony byłaby słuszna i sprawiedliwa. Byłaby to wojna o socjalizm, o wyzwolenie innych ludów od burżuazji. Engels miał zupełną słuszność, kiedy w swym liście do Kautskiego z 12.09.1882 r. uznawał otwarcie możliwość "wojen obronnych" socjalizmu po jego zwycięstwie. Miał właśnie na myśli walkę obronną zwycięskiego proletariatu przeciwko burżuazji innych krajów.

Dopiero po tym, gdy obalimy, zwyciężymy ostatecznie i wywłaszczymy burżuazję na całym świecie, a nie tylko w jednym kraju, wojny staną się niemożliwe. Ze stanowiska naukowego będzie zupełnie niesłusznie i zupełnie nierewolucyjnie, jeśli będziemy pomijali lub zacierali to, co jest właśnie najważniejsze: zgniecenie oporu burżuazji - sprawę najtrudniejszą, najbardziej wymagającą walki w okresie przejścia do socjalizmu. "Społeczne" klechy i oportuniści zawsze gotowi są marzyć o przyszłym pokojowym socjalizmie, lecz tym się właśnie różnią od rewolucyjnych socjaldemokratów, że nie chcą myśleć o zaciętej walce klasowej i wojnach klasowych w celu urzeczywistnienia tej pięknej przyszłości.

Nie powinniśmy dopuścić do tego, żeby wprowadzano nas w błąd za pomocą słów. Np. pojęcie "obrona ojczyzny" jest znienawidzone przez wielu ludzi, ponieważ jawni oportuniści i kautskiści maskują i zatuszowują nim kłamstwa burżuazji w obecnej grabieżczej wojnie. To fakt. Ale z tego nie wynika, że powinniśmy oduczyć się zgłębiać znaczenie haseł politycznych. Uznawać "obronę ojczyzny" w obecnej wojnie, znaczy uważać tę wojnę za "sprawiedliwą", odpowiadającą interesom proletariatu i nic więcej, i jeszcze raz nic więcej, ponieważ wdarcie się w granice obcego państwa nie jest wykluczone w żadnej wojnie. Byłoby wprost głupio odrzucać "obronę ojczyzny" ze strony narodów uciskanych w ich wojnie przeciwko wielkim mocarstwom imperialistycznym lub ze strony zwycięskiego proletariatu w jego wojnie przeciw jakiemuś Galliffetowi państwa burżuazyjnego.

Z teoretycznego punktu widzenia byłoby zupełnym błędem zapominać, że wszelka wojna jest tylko kontynuowaniem polityki za pomocą innych środków; obecna wojna imperialistyczna jest kontynuowaniem imperialistycznej polityki dwóch grup wielkich mocarstw, a politykę tę zrodził i żywi całokształt stosunków epoki imperialistycznej. Ta sama jednak epoka musi zrodzić i żywić również politykę walki z uciskiem narodowym i walki proletariatu z burżuazją, a więc również możliwość i konieczność, po pierwsze, rewolucyjnych narodowych powstań i wojen, po drugie, wojen i powstań proletariatu przeciwko burżuazji, po trzecie ? połączenia obydwu rodzajów wojen rewolucyjnych itd.

II

Dodać do tego należy jeszcze następującą ogólną uwagę. Klasa uciskana, która nie dąży do tego, by nauczyć się władać bronią, by mieć broń - taka klasa uciskana zasługiwałaby jedynie na to, by traktowano ją jak niewolników. Nie możemy przecież nie przeistaczając się w burżuazyjnych pacyfistów lub oportunistów zapominać, że żyjemy w społeczeństwie klasowym i że ze społeczeństwa tego nie ma i nie może być innego wyjścia poza walką klasową. W każdym społeczeństwie klasowym - czy to opartym na niewolnictwie, czy na pańszczyźnie, czy też, jak obecnie, na pracy najemnej - klasa ciemiężąca jest uzbrojona. Nie tylko obecna armia stała, ale i obecna milicja - nawet w najbardziej demokratycznych republikach burżuazyjnych, np. w Szwajcarii - to uzbrojenie się burżuazji przeciwko proletariatowi. Jest to prawda tak elementarna, że nie ma chyba potrzeby specjalnie się nad nią zatrzymywać. Wystarczy przypomnieć o używaniu wojska przeciwko strajkującym we wszystkich krajach kapitalistycznych.

Uzbrojenie się burżuazji przeciwko proletariatowi jest jednym z najpoważniejszych, najbardziej podstawowych, najważniejszych faktów we współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym. I w obliczu takiego faktu rewolucyjnym socjaldemokratom proponuje się, aby wysunęli żądanie "rozbrojenia"! Jest to równoznaczne z zupełnym negowaniem stanowiska walki klasowej, z wyrzeczeniem się wszelkiej myśli o rewolucji. Naszym hasłem powinno być: uzbrojenie się proletariatu po to, by zwyciężyć,wywłaszczyć i rozbroić burżuazję. Jest to jedyna możliwa taktyka klasy rewolucyjnej, taktyka wypływająca z całego obiektywnego rozwoju kapitalistycznego militaryzmu, dyktowana przez ten rozwój. Dopiero po tym, gdy proletariat rozbroi burżuazję, może on nie sprzeniewierzając się swemu historycznemu zadaniu wyrzucić na szmelc wszelką w ogóle broń i proletariat niewątpliwie uczyni to, ale dopiero wtedy, bynajmniej zaś nie wcześniej.

Jeśli wojna wzbudza w reakcyjnych chrześcijańskich socjalistach, w płaczliwym drobnym burżua jedynie strach i przerażenie, jedynie wstręt do wszelkiego użycia broni, do krwi, śmierci itp., to my musimy powiedzieć: społeczeństwo kapitalistyczne było i zawsze jest okropnością bez końca. I jeżeli obecna, najreakcyjniejsza ze wszystkich wojen przygotuje teraz temu społeczeństwu okropny koniec, to nie mamy żadnych powodów do wpadania w rozpacz. A przecież niczym innym jak tylko przejawem rozpaczy jest, obiektywnie biorąc, "żądanie" rozbrojenia, a raczej marzenie o rozbrojeniu w takiej chwili, gdy w oczach wszystkich sama burżuazja własnymi siłami przygotowuje jedyną słuszną wojnę, mianowicie: wojnę domową przeciwko imperialistycznej burżuazji.

Temu, kto powie, że jest to oderwana od życia teoria, przypomnijmy dwa fakty historyczne o znaczeniu światowym: rolę trustów i fabrycznej pracy kobiet z jednej strony, a Komunę Paryską 1871 roku i powstanie grudniowe 1905 roku w Rosji - z drugiej.

Rzeczą burżuazji jest rozwijanie trustów, zapędzanie dzieci i kobiet do fabryk, znęcanie się tam nad nimi, demoralizowanie ich, skazywanie na skrajną nędzę. Nie "żądamy" takiego rozwoju, nie "popieramy" go, walczymy przeciwko niemu. Ale jak walczymy? Wiemy, że trusty i fabryczna praca kobiet są postępowe. Nie chcemy cofać się do rzemiosła, do kapitalizmu przedmonopolistycznego, do domowej pracy kobiet. Naprzód poprzez trusty itp. - i dalej niż one, ku socjalizmowi!

Rozumowanie to da się z odpowiednimi zmianami zastosować i do obecnej militaryzacji narodu. Imperialistyczna burżuazja militaryzuje dziś nie tylko cały naród ale i młodzież. Jutro rozpocznie, być może, militaryzację kobiet. Powinniśmy powiedzieć w związku z tym: tym lepiej! Szybciej naprzód! Im szybciej, tym bliżej do zbrojnego powstania przeciwko kapitalizmowi. Jakże mogą socjaldemokraci dać się zastraszyć militaryzacją młodzieży itp., jeśli nie zapominają przykładu Komuny? To nie jest "oderwana od życia teoria", nie marzenie, lecz fakt. I byłoby doprawdy już zupełnie źle, gdyby socjaldemokraci, wbrew wszystkim faktom ekonomicznym i politycznym, zaczęli powątpiewać w to, że epoka imperialistyczna i wojny imperialistyczne muszą prowadzić do powtarzania się takich faktów.

Pewien burżuazyjny obserwator Komuny pisał w maju 1871 roku w jednej z gazet angielskich: "Jakże okropny byłby naród francuski, gdyby składał się tylko z kobiet!" Kobiety i dzieci od 13 roku życia walczyły w czasie Komuny na równi z mężczyznami. Inaczej nie może być i w przyszłych bojach o obalenie burżuazji. Kobiety z proletariatu nie będą przyglądać się biernie temu, jak dobrze uzbrojona burżuazja będzie rozstrzeliwać źle uzbrojonych lub nie uzbrojonych robotników. Chwycą one za broń jak w roku 1871 i z dzisiejszych zastraszonych narodów - a raczej: z dzisiejszego ruchu robotniczego, zdezorganizowanego bardziej przez oportunistów niż przez rządy - wyrośnie niewątpliwie, wcześniej czy później, ale najzupełniej niewątpliwie, międzynarodowy związek "okropnych narodów" rewolucyjnego proletariatu.

Obecnie militaryzacja przenika całe życie społeczne. Imperializm - to zaciekła walka wielkich mocarstw o rozbiór i ponowny podział świata; musi więc on nieuchronnie prowadzić do dalszej militaryzacji we wszystkich krajach, również i w neutralnych, i w małych. Cóż będą czynić przeciwko temu kobiety-proletariuszki?? Czy będą tylko przeklinać wszelką wojnę i wszystko, co z wojną związane, tylko żądać rozbrojenia? Kobiety klasy uciskanej, która jest naprawdę rewolucyjna, nigdy nie pogodzą się z tak haniebną rolą. Będą mówiły swoim synom: "Wkrótce będziesz dorosły. Dadzą ci karabin. Weź go i staraj się dobrze poznać sztukę wojskową. Nauka ta jest dla proletariuszy niezbędną - nie po to, by strzelać do twoich braci, robotników, jak to się dzieje w obecnej wojnie i jak ci radzą czynić zdrajcy socjalizmu - lecz po to, by walczyć przeciwko burżuazji swego własnego kraju, by położyć kres wyzyskowi, nędzy i wojnom nie za pomocą pobożnych życzeń, lecz przez zwycięstwo nad burżuazją i rozbrojenie jej".

Gdybyśmy mieli się wyrzec prowadzenia takiej propagandy, właśnie takiej propagandy w związku z obecną wojną, to lepiej byłoby w ogóle przestać wygłaszać wielkie słowa o międzynarodowej rewolucyjnej socjaldemokraci, o rewolucji socjalistycznej, o wojnie przeciwko wojnie.

 

Napisane we wrześniu 1916 r.

Po raz pierwszy opublikowane IX-X 1917 r. w piśmie Jugend Internationale.

 

W. I. Lenin, Dzieła, t. 23, Warszawa 1951, str. 76-83