Niektórzy towarzysze twierdzą, że partia postąpiła niesłusznie, zachowując produkcję towarową po zdobyciu władzy i nacjonalizacji środków produkcji w naszym kraju. Uważają oni, że partia powinna była zarazem usunąć produkcję towarową. Powołują się przy tym na Engelsa, który powiada:

"Wraz z przejęciem środków produkcji przez społeczeństwo zniesiona zostanie produkcja towarowa, a tym samym panowanie produktu nad producentami" (Patrz: "Anty-Duehring", cyt. wyd., str. 273).

Towarzysze ci mylą się głęboko.

Zanalizujmy formułę Engelsa. Formuły Engelsa nie można uważać za zupełnie jasną i ścisłą, nie wskazuje ona bowiem, czy mowa tu o przejęciu przez społeczeństwo wszystkich środków produkcji, czy też tylko części środków produkcji, tj. czy wszystkie środki produkcji zostały przekazane na własność całego narodu, czy też tylko część środków produkcji. Znaczy to, że formułę Engelsa można rozumieć i tak, i owak.

W innym miejscu "Anty-Duehringa" Engels mówi o przejęciu "wszystkich środków produkcji", o przejęciu "całokształtu środków produkcji". Znaczy to, że Engels w swojej formule ma na myśli nacjonalizację nie części środków produkcji, lecz wszystkich środków produkcji, tj. przekazanie na własność całego narodu środków produkcji nie tylko w przemyśle, lecz i w rolnictwie.

Z tego wynika, że Engels ma na myśli takie kraje, w których kapitalizm i koncentracja produkcji nie tylko w przemyśle, lecz i w rolnictwie są rozwinięte w stopniu wystarczającym, aby można było wywłaszczyć wszystkie środki produkcji w kraju i uczynić je własnością ogólnonarodową. A zatem Engels uważa, że w takich krajach należałoby wraz z uspołecznieniem wszystkich środków produkcji znieść produkcję towarową. I jest to oczywiście słuszne.

Takim krajem w końcu ubiegłego wieku, w chwili gdy ukazał się "Anty-Duehring", był jeden tylko kraj - Anglia, gdzie rozwój kapitalizmu i koncentracja produkcji zarówno w przemyśle, jak i w rolnictwie doprowadzone zostały do takiego punktu, że istniała w razie zdobycia władzy przez proletariat możliwość przekazania na własność całego narodu wszystkich środków produkcji w kraju i usunięcia produkcji towarowej.

Pomijam w danym wypadku kwestię znaczenia dla Anglii handlu zagranicznego z jego ogromnym ciężarem gatunkowym w gospodarce narodowej Anglii. Sądzę, że dopiero po zgłębieniu tego zagadnienia można by było ostatecznie rozstrzygnąć kwestię losów produkcji towarowej w Anglii po zdobyciu władzy przez proletariat i po nacjonalizacji wszystkich środków produkcji.

Zresztą nie tylko w końcu ubiegłego stulecia, ale i w chwili obecnej żaden kraj nie osiągnął jeszcze tego stopnia rozwoju kapitalizmu i koncentracji produkcji w rolnictwie, jaki obserwujemy w Anglii. Co się tyczy pozostałych krajów, to tam, mimo rozwoju kapitalizmu na wsi, istnieje jeszcze dość liczna klasa drobnych i średnich posiadaczy-wytwórców na wsi i należałoby ustalić, jakie będą ich losy w wypadku zdobycia władzy przez proletariat.

Ale oto pytanie: jak ma postąpić proletariat i jego partia, jeśli istnieją pomyślne warunki do zdobycia władzy przez proletariat i obalenia kapitalizmu w tym czy innym kraju, a więc i w naszym kraju, gdzie kapitalizm w przemyśle tak dalece skoncentrował środki produkcji, że można je wywłaszczyć i oddać we władanie społeczeństwa, gdzie jednak rolnictwo, mimo wzrostu kapitalizmu, jest jeszcze tak dalece rozdrobnione między licznymi drobnymi i średnimi posiadaczami-wytwórcami, że nie ma możliwości postawienia sprawy wywłaszczenia tych wytwórców?

Na to pytanie formuła Engelsa nie daje odpowiedzi. Zresztą nie musi ona nawet odpowiadać na to pytanie, gdyż powstała na gruncie innego zagadnienia, mianowicie - zagadnienia, jakie mają być losy produkcji towarowej po uspołecznieniu wszystkich środków produkcji.

A zatem jak postąpić, jeśli społeczny charakter mają nie wszystkie środki produkcji, lecz tylko część środków produkcji, pomyślne zaś warunki do wzięcia władzy przez proletariat istnieją - czy proletariat powinien wziąć władzę i czy trzeba zaraz po tym zlikwidować produkcję towarową?

Nie można, rzecz jasna, uznać za odpowiedź poglądu niektórych marksistów od siedmiu boleści, którzy uważają, że w takich warunkach należałoby zrezygnować z wzięcia władzy i czekać, aż kapitalizm zdąży zrujnować miliony drobnych i średnich wytwórców, przekształcając ich w parobków, aż zdąży skoncentrować środki produkcji w rolnictwie, i że dopiero wtedy można by było postawić zagadnienie wzięcia władzy przez proletariat i uspołecznienia wszystkich środków produkcji. Jest rzeczą zrozumiałą, że na takie "wyjście" nie mogą pójść marksiści, jeśli nie chcą skompromitować się z kretesem.

Nie można również uważać za odpowiedź poglądu innych marksistów od siedmiu boleści, którzy sądzą, że należałoby bodajże wziąć władzę oraz zdecydować się na wywłaszczenie drobnych i średnich wytwórców na wsi i uspołecznić ich środki produkcji. Na tę bezmyślną i zbrodniczą drogę marksiści również nie mogą się zgodzić, gdyż taka droga podcięłaby wszelką możliwość zwycięstwa rewolucji proletariackiej, odrzuciłaby chłopstwo na długo do obozu wrogów proletariatu.

Odpowiedź na to pytanie dał Lenin w swoich pracach o "podatku żywnościowym" oraz w swoim słynnym "planie spółdzielczym". Odpowiedź Lenina sprowadza się pokrótce do tego, co następuje:

a) nie zaprzepaszczać pomyślnych warunków do wzięcia władzy; proletariat powinien wziąć władzę nie czekając, aż kapitalizm zdoła zrujnować wielomilionowe rzesze drobnych i średnich wytwórców indywidualnych;

b) wywłaszczyć środki produkcji w przemyśle i uczynić je mieniem ogólnonarodowym;

c) co się tyczy drobnych i średnich wytwórców indywidualnych, to stopniowo jednoczyć ich w spółdzielnie produkcyjne, tzn. w wielkie przedsiębiorstwa rolne, kołchozy;

d) ze wszech miar rozwijać przemysł i stworzyć dla kołchozów nowoczesną bazę techniczną wielkiej produkcji, przy tym nie wywłaszczać ich, lecz przeciwnie, intensywnie zaopatrywać je w pierwszorzędne traktory i inne maszyny;

e) dla celów zaś spójni ekonomicznej miasta i wsi, przemysłu i rolnictwa zachować na pewien czas produkcję towarową (wymianę w drodze kupna-sprzedaży), jako jedyną możliwą do przyjęcia dla chłopów formę więzi ekonomicznej z miastem, i rozwinąć w całej pełni radziecki handel, państwowy i spółdzielczo-kołchozowy, wypierając z obrotu towarowego wszystkich i wszelkich kapitalistów.

Dzieje naszego budownictwa socjalistycznego potwierdzają całkowicie słuszność tej wytyczonej przez Lenina drogi rozwoju.

Nie może być wątpliwości, że dla wszystkich krajów kapitalistycznych, posiadających mniej lub bardziej liczną klasę drobnych i średnich wytwórców, ta droga rozwoju jest jedyną możliwą i celową drogą do zwycięstwa socjalizmu.

Powiadają, że produkcja towarowa musi jednak we wszelkich warunkach doprowadzić i bezwzględnie doprowadzi do kapitalizmu. Jest to niesłuszne.

Nie zawsze i nie we wszelkich warunkach! Nie wolno utożsamiać produkcji towarowej z produkcją kapitalistyczną. Są to dwie różne rzeczy. Produkcja kapitalistyczna jest najwyższą formą produkcji towarowej. Produkcja towarowa prowadzi do kapitalizmu tylko w tym wypadku, jeśli istnieje prywatna własność środków produkcji, jeśli siła robocza występuje na rynku jako towar, który kapitalista może kupić oraz w procesie produkcji wyzyskiwać, a więc jeśli istnieje w kraju system wyzysku robotników najemnych przez kapitalistów. Produkcja kapitalistyczna zaczyna się tam, gdzie środki produkcji skupione są w rękach prywatnych, a robotnicy pozbawieni środków produkcji zmuszeni są sprzedawać swoją siłę roboczą jako towar. Bez tego nie ma produkcji kapitalistycznej.

No, a jeśli nie ma tych warunków, przekształcających produkcję towarową w produkcję kapitalistyczną, jeśli środki produkcji stanowią już nie prywatną, lecz socjalistyczną własność, jeśli nie istnieje system pracy najemnej i siła robocza nie jest już towarem, jeśli system wyzysku został już dawno zlikwidowany - jak wówczas sprawa się przedstawia: czy można uważać, że produkcja towarowa mimo wszystko doprowadzi do kapitalizmu? Nie, nie można tak uważać. A przecież nasze społeczeństwo jest właśnie takim społeczeństwem, w którym własność prywatna środków produkcji, system pracy najemnej i system wyzysku od dawna już nie istnieją.

Nie wolno rozpatrywać produkcji towarowej jako czegoś w sobie zamkniętego, niezależnego od otaczających warunków ekonomicznych. Produkcja towarowa jest starsza od produkcji kapitalistycznej. Istniała ona w ustroju niewolniczym i obsługiwała go, a przecież nie doprowadziła do kapitalizmu. Istniała w ustroju feudalnym i obsługiwała go, a jednak, chociaż przygotowywała niektóre warunki dla produkcji kapitalistycznej, nie doprowadziła do kapitalizmu. Jeśli wziąć pod uwagę, że produkcja towarowa nie ma u nas takiego nieograniczonego i wszechogarniającego zasięgu, jak w warunkach kapitalistycznych, że została u nas ujęta w ścisłe ramy dzięki takim decydującym warunkom ekonomicznym, jak społeczna własność środków produkcji, likwidacja systemu pracy najemnej, likwidacja systemu wyzysku, to zachodzi pytanie, dlaczego produkcja towarowa nie może przez pewien okres obsługiwać również naszego społeczeństwa socjalistycznego, nie doprowadzając go do kapitalizmu?

Powiadają, że po ustanowieniu w naszym kraju panowania społecznej własności środków produkcji oraz po zlikwidowaniu systemu pracy najemnej i wyzysku istnienie produkcji towarowej straciło sens, że należałoby wobec tego usunąć produkcję towarową.

Jest to także niesłuszne. W chwili obecnej istnieją u nas dwie podstawowe formy produkcji socjalistycznej: państwowa - ogólnonarodowa, oraz kołchozowa, której nie można nazwać ogólnonarodową. W przedsiębiorstwach państwowych środki produkcji i wytwory produkcji stanowią własność ogólnonarodową. W przedsiębiorstwach kołchozowych natomiast, chociaż środki produkcji (ziemia, maszyny) należą do państwa, to jednak wytwory produkcji stanowią własność poszczególnych kołchozów, ponieważ praca w kołchozach, podobnie jak nasiona, jest ich własna, a ziemią, którą przekazano kołchozom w wieczyste użytkowanie, rozporządzają one faktycznie jak swoją własnością, jakkolwiek nie mogą jej sprzedać, kupić, oddać w dzierżawę lub zastawić.

Okoliczność ta prowadzi do tego, że państwo może rozporządzać jedynie produkcją przedsiębiorstw państwowych, gdy natomiast produkcją kołchozową, jako swoją własnością, rozporządzają tylko kołchozy. Kołchozy nie chcą jednak zbywać swych produktów inaczej, jak w postaci towarów, w zamian za które chcą otrzymać potrzebne im towary. Innych więzi ekonomicznych z miastem poza towarowymi, poza wymianą w drodze kupna-sprzedaży, kołchozy w chwili obecnej nie uznają. Dlatego też produkcja towarowa i obrót towarowy są u nas obecnie taką samą koniecznością, jaką były, powiedzmy, przed trzydziestu laty, gdy Lenin ogłosił konieczność rozwijania wszelkimi środkami obrotu towarowego.

Oczywiście, gdy zamiast dwóch podstawowych sektorów produkcyjnych, państwowego i kołchozowego, powstanie jeden wszechogarniający sektor produkcyjny z prawem rozporządzania całą konsumpcyjną produkcją kraju, cyrkulacja towarowa z jej "gospodarką pieniężną" zniknie jako niepotrzebny element gospodarki narodowej. Dopóki to jednak nie nastąpiło, dopóki pozostają dwa podstawowe sektory produkcyjne, dopóty produkcja towarowa i cyrkulacja towarowa muszą pozostać w mocy jako niezbędny i wielce pożyteczny element w systemie naszej gospodarki narodowej. Jak nastąpi utworzenie jednego, zjednoczonego sektora, czy po prostu w drodze wchłonięcia sektora kołchozowego przez sektor państwowy, co jest mało prawdopodobne (oceniono by to bowiem jako wywłaszczenie kołchozów), czy też w drodze zorganizowania jednego ogólnonarodowego organu gospodarczego (z przedstawicielstwem przemysłu państwowego i kołchozów), początkowo z prawem ewidencjonowania całej konsumpcyjnej produkcji kraju, a z biegiem czasu - również podziału produkcji w trybie, powiedzmy, bezpośredniej wymiany produktu na produkt - jest to zagadnienie specjalne, które wymaga odrębnego rozpatrzenia.

Tak więc nasza produkcja towarowa nie jest zwykłą produkcją towarową, lecz produkcją towarową szczególnego rodzaju, produkcją towarową bez kapitalistów, która ma w zasadzie do czynienia z towarami zjednoczonych producentów socjalistycznych (państwo, kołchozy, spółdzielczość), której sfera działania ogranicza się do przedmiotów osobistego spożycia, produkcją, która oczywiście w żaden sposób nie może rozwinąć się w produkcję kapitalistyczną i której wraz z jej "gospodarką pieniężną" sądzone jest służyć sprawie rozwoju i umocnienia produkcji socjalistycznej.

Dlatego nie mają zupełnie racji ci towarzysze, którzy oświadczają, że skoro społeczeństwo socjalistyczne nie likwiduje towarowych form produkcji, to powinny być u nas rzekomo przywrócone wszystkie kategorie ekonomiczne, właściwe kapitalizmowi: siła robocza jako towar, wartość dodatkowa, kapitał, zysk z kapitału, przeciętna stopa zysku itp. Towarzysze ci mylą produkcję towarową z produkcją kapitalistyczną i sądzą, że skoro istnieje produkcja towarowa, to musi istnieć również produkcja kapitalistyczna. Nie rozumieją oni, że nasza produkcja towarowa różni się zasadniczo od produkcji towarowej w warunkach kapitalizmu.

Co więcej, sądzę, że należy odrzucić również niektóre inne pojęcia, zaczerpnięte z "Kapitału" Marksa - gdzie Marks zajmował się analizą kapitalizmu - a sztucznie przyczepiane do naszych stosunków socjalistycznych. Mam między innymi na myśli takie pojęcia, jak "niezbędna" i "dodatkowa" praca, "niezbędny" i "dodatkowy" produkt, "niezbędny" i "dodatkowy" czas. Marks analizował kapitalizm po to, by wyjaśnić źródło wyzysku klasy robotniczej, wartość dodatkową, i by uzbroić klasę robotniczą, pozbawioną środków produkcji, w duchowy oręż do obalenia kapitalizmu. Rzecz zrozumiała, że Marks posługuje się przy tym pojęciami (kategoriami) odpowiadającymi całkowicie stosunkom kapitalistycznym. Jest jednak rzeczą więcej niż dziwną posługiwać się tymi pojęciami obecnie, gdy klasa robotnicza nie tylko nie jest pozbawiona władzy i środków produkcji, lecz na odwrót, dzierży władzę w swym ręku i włada środkami produkcji. Dość absurdalnie brzmią obecnie, w warunkach naszego ustroju, słowa o sile roboczej jako towarze oraz o "najmie" robotników: jak gdyby klasa robotnicza, władająca środkami produkcji, sama siebie najmowała i sama sobie sprzedawała swą siłę roboczą. Rzeczą równie dziwną jest mówić obecnie o "niezbędnej" i "dodatkowej" pracy: jak gdyby w naszych warunkach praca robotników, oddana społeczeństwu na rozszerzenie produkcji, rozwój oświaty, ochrony zdrowia, na organizację obrony itd., nie była równie niezbędna dla klasy robotniczej, znajdującej się obecnie u władzy, jak praca zużyta na zaspokojenie osobistych potrzeb robotnika i jego rodziny.

Należy zaznaczyć, że Marks w swej pracy "Krytyka Programu Gotajskiego". w której bada już nie kapitalizm, lecz między innymi pierwszą fazę społeczeństwa komunistycznego, uznaje pracę, oddaną społeczeństwu na rozszerzenie produkcji, na oświatę, ochronę zdrowia, wydatki administracyjne, tworzenie rezerw itd., za równie niezbędną, jak praca zużyta na zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych klasy robotniczej.

Sądzę, że ekonomiści nasi powinni skończyć z tą niezgodnością między starymi pojęciami a nowym stanem rzeczy w naszym socjalistycznym kraju, zastępując stare pojęcia nowymi, odpowiadającymi nowej sytuacji.

Mogliśmy niezgodność tę tolerować do pewnego czasu, ale obecnie nadeszła pora, kiedy powinniśmy wreszcie zlikwidować tę niezgodność.