Niektórzy nasi robotnicy sądzą, że "biznesmen czy przedsiębiorca nie jest taki zły, też pracuje, czasem nawet bardziej niż podwładni, jego praca jest ważna i pożyteczna, ponieważ daje on swym robotnikom możliwość zarobić. Skoro organizuje pracę, to powinien dostawać więcej pieniędzy niż robotnicy".

Takie naiwne pojmowanie przez robotników działalności przedsiębiorcy jest bardzo dalekie od jej istoty, ale za to jest nadzwyczaj korzystne dla biznesmenów-pracodawców, bo przecież usprawiedliwia wszelkie ich poczynania, przedstawiając "pracę" biznesmena jako użyteczną dla całego społeczeństwa, a przy tym ukrywając prawdziwy charakter jego bytowania - niegodziwy, grabieżczy, okrutny i pozbawiony jakichkolwiek zasad, tzn. czysto pasożytniczy.

 

Biznesmen-pracodawca może być prywatnie nienajgorszy - dobry i czuły dla żony i dzieci, życzliwy i szanujący przyjaciół, szczerze kochający zwierzęta, może pasjonować się sportem i prowadzić zdrowy tryb życia. Ale nie stanowi to wcale o jego istocie jako biznesmena i pracodawcy.

Ponieważ człowiek ten zajmuje się prowadzeniem przedsiębiorstwa, jest bezwzględnie zmuszony podporządkować się i działać zgodnie z prawami ekonomicznymi kierującymi społeczeństwem, w którym żyje. A przecież naczelnym dla kapitalizmu jest prawo maksymalizacji zysku, który w społeczeństwie kapitalistycznym określa absolutnie wszystkie relacje międzyludzkie, a w pierwszym rzędzie relacje między pracodawcą a robotnikiem.

Celem każdego przedsiębiorcy jest zysk. Nikt nie rozkręci własnego biznesu, jeżeli nie będzie chciał otrzymywać zysku. Natomiast zysk nie bierze się sam z siebie, ani nie spada z nieba. Jego źródłem zawsze była i będzie praca ludzka. Wynika stąd, że dla wzbogacenia się przedsiębiorca powinien zmusić innych ludzi, by na niego pracowali. W kapitalizmie dzieje się tak dzięki przymusowi ekonomicznemu: "Nie chcesz na mnie pracować? Więc umrzesz z głodu."

Ale co to znaczy, że przedsiębiorca "zmusza, by na niego pracowali"? Oznacza to, że każdy biznesmen, działając wedle praw wytwórczości kapitalistycznej, MUSI nie w pełni opłacać pracę zatrudnionych przez siebie pracowników. Tylko pod tym warunkiem będzie on otrzymywał zysk, dla którego "rozkręcił biznes". A to znaczy, że pracownicy najemni przez część swego czasu pracują na pracodawcę bezpłatnie, oddając mu swoją pracę za darmo.

Nie powiedzieliśmy tu nic szczególnie nowego, wielu naszych robotników wszystko to wie, mówiąc na przykład: "A co dla mnie za różnica, że część mej pracy idzie bezpłatnie na pracodawcę? Niech mu będzie. Do cudzego portfela nie zaglądam. Grunt, że płaca za moją robotę w pełni mnie urządza." Mówiąc w ten sposób, są nawet jakby dumni z siebie, że nie postępują "niemoralnie" (a nawet nieetycznie) i nie interesują się "cudzym" (z ich punktu widzenia) portfelem. Rzecz w tym, że taka etyka jest na wskroś fałszywa, burżuazyjna, to etyka niewolnika, którą aktywnie propaguje się w naszym społeczeństwie i narzuca z polecenia tych właśnie biznesmenów i pracodawców, którym absolutnie nie na rękę jest, żeby pracownicy interesowali się ich prawdziwymi dochodami. Faktycznie, każdy złodziej stara się, żeby dokonana przez niego kradzież wyszła na jaw możliwie jak najpóźniej. Wszak im dłużej ofiara nie podejrzewa, że ją okradziono, tym dłużej rabuś jest bezpieczny.

Tak, właśnie rabuś i nikt inny! A to dlatego, że "cudzy portfel" przedsiębiorcy, którego tajemnicy bronią tacy krótkowzroczni i naiwni robotnicy, jest niczym innym jak ICH WŁASNYM portfelem, ponieważ wszystko, co w nim leży, stworzyła ich praca. A więc całe bogactwo tego "cudzego portfela" mogłoby zapewnić wyższy poziom życia samych pracowników najemnych, ich rodzin i całego społeczeństwa, a nie tylko zaspokajać zachcianki biznesmena.

Zakłamana burżujska etyka nie pozwala dostrzec i tego, że prawa kapitalizmu są nieubłagane, że każdy pracodawca, by przetrwać w warunkach rynku, po prostu musi stale powiększać zysk płynący z jego przedsiębiorstwa. W przeciwnym razie nie sprosta konkurencji ze strony innych przedsiębiorców. W gospodarce rynkowej nikt przecież nie zawiesił zjawiska konkurencji. Oznacza to jednak, że udział przywłaszczanej przez kapitalistę nieopłaconej pracy robotnika (czyli stopień wyzysku robotnika) będzie nieustannie rosnąć. Pracownik najemny przez coraz większą część swego dnia roboczego będzie tyrał za darmo, natomiast za swoją pracę będzie dostawał marne grosze, które ledwo ledwo pozwolą mu związać koniec z końcem.

Już obecnie, według średnich szacunków, wyzysk pracy najemnej w Rosji wynosi 90%. Oznacza to, że robotnik jedynie przez 10% swego dnia roboczego pracuje na własną zapłatę, a 90% swej pracy oddaje przedsiębiorcy. Już po 48 minutach dnia roboczego rosyjski robotnik odpracował sumę, jaką płaci mu szef [1]. Wynika stąd, że gdyby robotnikom płacono tyle, ile naprawdę warta jest ich praca, ich pensje wzrosłyby ponad 10-krotnie! Czyli średnie zarobki pracowników w rosyjskich zakładach wyniosłyby nie 10-15 tys. rubli (jak to jest obecnie), a 100-150 tysięcy rubli! O ileż podniósłby się wtedy poziom życia!

Jak na razie w naszym kraju wszystko jest na opak - jedni mogą kupować sobie jachty i całe wyspy, a innym nie starcza pieniędzy na wyprawkę szkolną dla dziecka. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy jest kłamliwa etyka, o której żeśmy powiedzieli - bardzo intensywnie krzewiona przez burżujskie media w naszym społeczeństwie.

Gdy idzie o samych pracodawców, to ani kapitaliści ani broniący ich interesów rząd nie zaprzątają sobie głowy tą etyką i do robotniczych portfeli zaglądają regularnie, wciąż wymyślając coraz to nowe sposoby na ich opróżnienie. Jedną z wydajnych metod grabienia ludzi pracy, obniżania ich rzeczywistych zarobków, jest stały wzrost cen produktów pierwszej potrzeby, podstawowych usług itp.  Niekończące się daniny i podatki, przymusowo narzucane zupełnie zbędne usługi (państwowe i prywatne), wszelakie grzywny - wszystko to są sposoby na zabranie ludności środków finansowych. Ludności, której 1/4 żyje pod granicą ubóstwa.

Owszem, biznesmen zwykle nie siedzi z założonymi rękami (choć spotyka się i takich, którzy nie robią niczego, a tylko otrzymują zyski z racji posiadania znacznego kapitału, ale nie o nich będzie mowa). Czy jednak pracujący na swój biznes przedsiębiorca naprawdę pracuje 10 razy więcej niż jego pracownik najemny? Oczywiście, że nie! Przecież zarządzanie przedsiębiorstwem jest znacznie lżejsza i o wiele bardziej komfortowa niż praca robotnika, a przecież dzień pracy szefa jest zazwyczaj krótszy, nie mówiąc już o tym, że może sobie odpocząć kiedy chce. A jeżeli u tego biznesmena pracuje 10 robotników, to jak to mamy rozumieć? Że pracuje 100 razy więcej niż oni wszyscy razem wzięci?! Nie. To jest fizycznie niemożliwe.

Więc z jakiej racji zarządzanie przedsiębiorstwem ma być opłacane dziesiątki, setki i tysiące razy więcej niż praca robotnika? Nie ma takiej racji i być nie może. Biznesmen, czym by nie zarządzał, poświęca swej pracy nie więcej niż zwykły robotnik i jest to udowodnione naukowo. A więc otrzymywać powinien on akurat tyle, ile zwykły robotnik - i nie więcej.

Gigantyczne zyski naszych rosyjskich biznesmenów nie dają się usprawiedliwić argumentom, którym burżujscy demagodzy często rozbrajają robotników na Zachodzie - że ponoć właśnie biznesmeni zorganizowali i zbudowali zakłady pracy, więc mają pełne prawo otrzymywać z nich zysk. Lecz nawet dla zachodnich robotników argument ten nie wytrzymuje krytyki, jeśli tylko wejrzeć na sedno sprawy. Faktycznie, pomysł założenia firmy mógł przyjść do głowy samemu biznesmenowi, ale kto tak naprawdę wcielił go w życie? Czyżby to biznesmen wznosił budynki zakładów, doprowadzał do nich infrastrukturę, montował wyposażenie hal fabrycznych, regulował je i uruchamiał? O nie, nawet palcem nie kiwnął. Wszystko to robili dla niego pracownicy, których wynajmował. Biznesmen nie ma więc prawa mówić, że to on zbudował i zorganizował przedsiębiorstwo. Należące do niego przedsiębiorstwo powstało bowiem dzięki pracy robotników najemnych, którą on sobie przywłaszczył, zmuszając ich, by pracowali za grosze [2].

Jeszcze bardziej jaskrawy przykład jawnego i bezczelnego okradania robotników można było dostrzec w Rosji w okresie pieriestrojki. Absolutnie wszystko, co pozwala dziś istnieć naszym kapitalistom i oligarchom, zostało stworzone nie dzięki nim (wielu jeszcze nie przyszło wtedy na świat), a dzięki bohaterskiej pracy robotników radzieckich, którzy są prawdziwymi twórcami i organizatorami znakomitej większości istniejących w dzisiejszej Rosji przedsiębiorstw. Przez dekady kapitalizmu w Rosji, w dziedzinie produkcji materialnej, nasi rosyjscy biznesmeni nie stworzyli niczego nowego!

Co więcej, okazali się niezdolni nawet do zachowania tego, co ukradli narodowi radzieckiemu. W Rosji niszczy się i degraduje wszystko, co tylko możliwe, poczynając od przemysłu i gospodarki rolnej, a kończąc na nauce i edukacji. To ostatnie pokazuje, że nawet poziom wykształcenia i "profesjonalizmu" rosyjskich biznesmenów nie może tłumaczyć ich znacznie wyższych dochodów. Nasi robotnicy nie są ani trochę mniej wykształceni niż urzędnicy czy biznesmeni, a wręcz przeciwnie. Dość często w rosyjskich zakładach pracują ludzie z wyższym wykształceniem, i to niejednym, wyjątkowo wyspecjalizowani (są to jeszcze kadry radzieckie). Ich wiedza i umiejętności są tysiąckrotnie większe niż przedsiębiorcy, który nawet zwykłej polibudy nie ukończył, a szefem został z racji tego, że jest bratem, swatem lub kumplem jakiejś szychy. Podobnych przykładów we współczesnej Rosji jest całe mnóstwo. Jednym z najbardziej namacalnych i znamiennych jest nasz premier, który wzbudza powszechne drwiny. Podobnie były minister obrony, nie grzeszący intelektem. Wspomniani już rosyjscy oligarchowie, którzy wzbogacili się podejrzanie nagle i równocześnie (skoro już mowa o "bogactwie zapracowanym w pocie czoła"), nie są ani odrobinę mądrzejsi od swych kolegów z ławki, z którymi uczyli się razem w radzieckich szkołach, technikach i na uczelniach. A mimo to są wolni od jakichkolwiek trosk materialnych i najwidoczniej przewraca im się w głowach od nadmiaru pieniędzy, bo kupują sobie kluby piłkarskie i super-jachty, podczas gdy ich znacznie bardziej zdolni i mądrzy rówieśnicy ledwo wiążą koniec z końcem.

Jak widać, biznesmeni nie są ani trochę lepsi od zwykłych robotników, nie są od nich mądrzejsi, lepiej wykształceni ani bardziej profesjonalni, pracują mniej niż robotnicy, a jednak z jakiegoś powodu zarabiają dziesiątki, setki i tysiące razy więcej niż robotnik.

Dlaczego tak się dzieje?

Dlatego, że poziom dochodów w kapitalizmie zależy wcale nie od liczby pracy, jaką wykonał człowiek [3], a od tego, czy jest on właścicielem fabryk, zakładów, ziemi, surowców, budynków itp. - czyli tego wszystkiego, co nazywa się "środki produkcji". Ludzie władający środkami produkcji mają możliwość przywłaszczania sobie pracy tych, którzy są ich pozbawieni. Tak więc główną przyczyną pasożytnictwa mniejszości i wyzysku większości jest prywatna własność środków produkcji, którą każde społeczeństwo kapitalistyczne strzeże jak oka w głowie, bo jeśli jej zabraknie - nastanie kres kapitalizmu.

Niezbędność i ważność przedsiębiorców dla współczesnej produkcji to zwykły burżujski mit, mający ukryć przed społeczeństwem pasożytniczy charakter klasy burżuazji. Przy obecnym poziomie rozwoju produkcji, nauki, techniki i technologii, biznesmeni są całkiem zbędni, są pasożytami, niepotrzebnymi ani dla procesu produkcji społecznej ani dla zaspokojenia potrzeb członków społeczeństwa. Pokazało to dobitnie doświadczenie Związku Radzieckiego. Jednak dopóki będzie u nas istniała prywatna własność środków produkcji, to będzie się też utrzymywał niesprawiedliwy podział bogactwa społecznego. Czyli będą biedni i bogaci, nędzarze i oligarchowie, głodni i syci.

PRZYPISY

[1] Chodzi o 8-godzinny dzień pracy.

[2] To, że sami robotnicy godzą się pracować za taką płacę, nie ma znaczenia. Przymus ekonomiczny w kapitalizmie został stworzony w taki sposób, że nie mogą odmówić. (Nie mają bowiem własnych środków produkcji - przyp. tłumacza). Nawet prawo burżuazyjne uznaje porozumienie zawarte pod naciskiem za nieważne. A widmo śmierci głodowej to przecież nacisk, i to jeszcze jaki.

[3] Kolejny interesujący burżujski mit, który propagowano w ZSRR epoki pieriestrojki, jakoby w kapitalizmie dobrze żyje się temu, kto dużo pracuje. Rzeczywistość kapitalistycznej Rosji znakomicie zdemaskowała to łgarstwo.

Źródło

Tłumaczenie: PETER