Im więcej czasu mija od wybuchu Powstania Warszawskiego, tym bardziej jego obraz bywa zniekształcony, choć wydawałoby się, iż obecnie opis tamtego dramatu powinien zbliżać się do prawdy obiektywnej. Dziś wszystkie archiwa są otwarte i powszechnie dostępne. Znajomość faktów jest obecnie niemal pełna, ukazało się wiele fundamentalnych prac i monografii, sporo analiz, zasługujących na miano poważnych źródeł historycznych, ważnych choćby dlatego, że większość współczesnych Polaków tylko z nich może czerpać wiedzę o powstaniu.


Niestety konstrukcja tego przekazu, zwłaszcza upowszechniana w ostatnich latach, każe wątpić w obiektywizm badaczy. Przeszłość trudno oceniać, zwłaszcza z perspektywy kilkudziesięciu lat. Mimo to warto pamiętać, że od pewnego czasu miejsce debaty o genezie, rzeczywistych przyczynach, dla których podjęto decyzje o wystąpieniu zbrojnym w sierpniu 1944 r. i posłaniu na barykady tysięcy młodych ludzi, zaczęły zajmować uproszczone, niekiedy niemal komiksowe obrazki. Tak zwane rekonstrukcje walk, przebieranie w stare mundury młodych ludzi, którzy niewiele wiedzą o powstaniu, sztuczny "gwar bitewny", nie zastąpią wiedzy i nie pozwolą zrozumieć dramatyzmu ani uwarunkowań tamtego czasu. Trafnie wyraził to były powstaniec, gdy na pytanie dziennikarza odpowiedział: - To nie piosenka płynęła z barykad; z barykad płynęła krew. I nie tylko z barykad.

Cywile i przywódcy

Nie tylko w publicystyce historycznej, ale także w rocznicowych komentarzach uwaga na ogół skupia się na militarnych aspektach powstania, a pomija głównego bohatera tych wydarzeń - ludność cywilną, z której udziałem trwało powstanie. Poza czterotomowym zbiorem dokumentów i wspomnień "Ludność cywilna w Powstaniu Warszawskim" wydanym w 1974 r. (redakcja prof. Czesława Malajczyka) nie ukazała się żadna monografia poświęcona sytuacji ludności cywilnej w powstaniu.

Wybuchło ono i trwało w ponadmilionowym mieście. Żołnierze-powstańcy to mieszkańcy-obywatele miasta, cywile do niedawna, którzy umiejętność walki zdobywali dopiero w czasie jej trwania. Dostali do dyspozycji 1000 karabinów, siedem ckm-ów, 20 karabinów ppanc., 500 pistoletów maszynowych, w tym 30 własnej produkcji, 3700 pistoletów i około 25 tysięcy granatów, głównie skonstruowanych w podziemnych wytwórniach. Zapas amunicji - na dwa-trzy dni walki.

Mieszkańcy miasta nie wiedzieli, że broni jest za mało. Nie znali skomplikowanych gier politycznych, rozgrywających się za kulisami. Nie znali też rzeczywistych celów politycznych powstania. Rozumieli, że rozpoczyna się walka o wyrzucenie Niemców, o ucieczkę z niewoli. Czekali na pomoc z Anglii i na wejście zbliżającej się Armii Radzieckiej.

Warszawiacy czekali na ten zryw. Gdy padły pierwsze strzały, gdy w oknach pojawiły się po raz pierwszy od 1939 roku biało-czerwone flagi, w mieście zapanowała euforia. Ludzie poczuli się wolni, już nie musieli się bać Niemców, mogli do nich strzelać. Na barykadach byli synowie i bracia tych, co pozostali w domach. Rozczarowanie, ból, złość miały dopiero nadejść i stać się drugą, obok militarnej, moralną klęską powstania.

Na razie była radość, żądza walki i zemsty. Warszawiacy chcieli zrzucić niewolę; kierownicy powstania - zapewnić przyszłość Polski według starych koncepcji oraz dawnych projektów. Warszawiacy nie znali planów politycznych dowódców, dowódcy cieszyli się z powszechnego poparcia ludności. Ani jedni, ani drudzy nie zdawali sobie sprawy ze sprzeczności, która po dwóch miesiącach doprowadzi do dramatu.

W niewoli mitów

Dowódcy nie zdawali sobie także sprawy, że utożsamianie poglądów ludności z orientacją prolondyńską jest co najmniej tendencyjnym uproszczeniem, i że nie w nim należy poszukiwać źródeł solidarności z powstańcami. Gdyby walki trwały dwa-trzy dni, euforia zapewne utrzymałaby się dłużej. Jednym słowem - sporo przesłanek dokonywanych wówczas ocen opierało się na mitach. I nie tylko w sprawach jedności moralnej cywilów i powstańców. A mity, jak to mity - przychodzi wstrząs i pryskają. Zostają przegrani, którzy w nie wierzyli.

Wstrząs nastąpił już w kilkanaście dni po wybuchu powstania. W miarę upływu czasu i - co chyba najważniejsze - braku wyraźnej perspektywy, zaczynała rodzić się wśród mieszkańców refleksja krytyczna. Czy rozkaz do walki nie był przedwczesny? Dlaczego nie ma pomocy Anglików? Dlaczego nie uzgodniono terminu wybuchu z dowódcami radzieckimi?

W drugiej połowie sierpnia wśród ludności cywilnej zaczęło przeważać zwątpienie, pojawiła się nieufność do kierowników powstania. Krytykę kierowano nie przeciw walce, a przeciw nieudolności przywódców. Warszawiacy nie znali ciągle ani politycznego tła, ani realnego układu sił na froncie wschodnim, ani faktu, iż natarcie Armii Radzieckiej załamało się kilkanaście godzin przed wydaniem rozkazu do walki.

Dramatyczne meldunki

Kontrwywiad AK i służby informacyjne Komendy Głównej dość dokładnie badały i opisywały w tajnych meldunkach nastroje warszawiaków. 10 sierpnia "Kowal" meldował "Rafałowi": "W związku z przedłużaniem się akcji, pozytywny, jeśli nie entuzjastyczny stosunek do powstania w chwili jego wybuchu, zaczyna ulegać pewnej rewizji. Zaczynają się pojawiać pierwsze objawy krytyki. Fakt, że powstanie trwa już 9 dni, powoduje pojawienie się w tej chwili zarzutów o jego przedwczesność oraz wyrażanie obaw i niepewności o dalsze jego losy. większość społeczeństwa bowiem wyobrażała sobie, że powstanie nie potrwa dłużej niż 5-6 dni, po czym do Warszawy wkroczą wojska sowieckie". Meldunki tej treści powtarzają się co kilka dni.

Sytuacja staje się dramatyczna, gdy warszawiacy uświadamiają sobie, jakimi metodami walczą Niemcy. Coraz powszechniejsze są podpalenia domów i publiczne egzekucje ludności cywilnej. W schronach i piwnicach gnieździło się po kilkaset osób, w tym małe dzieci. Żołnierze niemieccy po zajęciu punktu opatrunkowego przy ulicy Miodowej i wypędzeniu personelu i lżej rannych, wymordowali i spalili ciężko rannych powstańców. Zniszczono wszystkie małe szpitale w Śródmieściu. W szpitalu przy ul. Podwale podpalono kilkudziesięciu rannych. Na Woli wymordowano 40 tys. cywilów. Tysiące ludzi zginęło pod gruzami Starego Miasta.

W kolejnych meldunkach kontrwywiad informował: "Nastroje ludności cywilnej Warszawy pogarszają się z każdym dniem, ludzi ogarnia apatia i przygnębienie. Zaczynają głośno sarkać na kierownictwo powstania, na aliantów i Sowiety. Słyszy się głosy: "Dlaczego nas męczą, co od nas chcą... jaki był cel tego powstania?". "Ludność już nie wytrzymuje nerwowo bombardowania i palenia miasta. Wszyscy uważają, że Warszawa jest wydana na łup Niemcom, że poświęcono miasto i ludność (...) Mieszkańcy nie przejmują się stratami materialnymi, chcą tylko uratować życie. Mimo wiadomości z Pruszkowa o nieludzkim traktowaniu ludności polskiej przez Niemców coraz częstsze są meldunki, że ludzie chcą iść z "białymi chusteczkami", aby wyzwolić się od bomb i granatów".

Czerwony sztandar na Prudentialu

Pod koniec powstania nastroje w niczym nie przypominały euforii pierwszych dni. Pretensje kierowano do wszystkich. Apelowano, by "odebrać broń AK i bronić się samodzielnie". Deklarowano: "Jedno jest tylko wyjście dla nas, zmienić kierownictwo akcji i wywiesić czerwony sztandar na Prudentialu". Były też sugestie, by "Monter" porozumiał się z marszałkiem Rokossowskim i zwrócił się do niego o współdziałanie w walce o Warszawę. "Propaganda PKWN nie napotyka w opinii na większe sprzeciwy. I to zarówno wśród ludności cywilnej, jak i w szeregach AK. Kolaboracja polsko-sowiecka przyjęta przez całą ludność z aprobatą i wielką radością.



Dzisiaj w publicznym przekazie współczesnym pokoleniom wiedzy o Powstaniu dominuje z reguły ton heroiczny, sensacyjne walki i dywagacje militarystyczne. Rzadko padają inne, niż powszechnie uznawane za słuszne, opinie o celach politycznych Powstania, mimochodem wspomina się o dramat ludności cywilnej. A to właśnie ludność cywilna stała się największym przegranym Powstania. Nie tylko z barykad płynęła krew.

Po podpisaniu kapitulacji, wyszło z Warszawy do obozu w Pruszkowie ponad 350 tys., cywilów, z tego 150 tys. wwieziono na roboty do Niemiec. Innych wysiedlono do różnych miejscowości.

Szacuje się iż z rąk Niemców zginęło w czasie Powstania ponad 150 tysięcy cywilnych mieszkańców Warszawy.

Jerzy Kraszewski, Dziennik Trybuna, 1.08.2013 r.