Rozdział IX. HITLEROWSKIE KULE I HITLEROWSKI OFICER OSKARŻAJĄ HITLEROWSKICH LUDOBÓJCÓW.

Pod datą 8 maja 1943 r. Goebbels notuje w swoich Pamiętnikach: "Niestety, w grobach katyńskich znaleziono niemiecką amunicję. Jak się tam ona dostała - wymaga wyjaśnienia... W każdym bądź razie jest rzeczą nieodzowną zachować to odkrycie w najściślejszej tajemnicy; gdyby bowiem ta tajemnica dotarła do wiadomości wroga, cała sprawa Katynia spaliłaby na panewce". (Le journal du Dr Goebbels, str. 335).

W grobach Katynia - i temu rzeczywistemu odkryciu hitlerowcy zapobiec nie zdołali - znaleziono łuski kul rewolwerowych ze stemplem na dnie tulejek: "GECO 7,65 D". Tak jest: w grobach Katynia znaleziono wyłącznie amunicję niemiecką, kalibru 7,65 mm, wyrobu firmy Genschow & Co, w Durlach, koło Karlsruhe, Badenia.

O zamieszaniu, o konsternacji, o przerażeniu, jakie wzbudziło wśród hitlerowców - od Katynia po Berlin - to niezamierzone przez nich i w czas nie usunięte rzeczywiste odkrycie, świadczą nie tylko zapiski w Pamiętnikach Goebbelsa.

Wiceprokurator radziecki, płk. Smirnow przedstawił w dniu 2 lipca 1946 r. Trybunałowi Norymberskiemu szereg autentycznych dokumentów, depesz i listów, które wysłali z Katynia hitlerowcy ogarnięci wprost paniką (Dokument Procesu Norymberskiego - ZSRR - 507). Znajduje się tam m. in. depesza podpisana "Heinrich", a skierowana do Franka za pośrednictwem pierwszego radcy administracyjnego przy rządzie Generalnej Guberni w Krakowie, Weinraucha. Depesza brzmi:

"Pilne, natychmiast doręczyć, ściśle tajne. Część delegacji PCK powróciła wczoraj z Katynia. Współpracownicy PCK zabrali ze sobą łuski kul, których użyto w czasie rozstrzeliwań w Katyniu. Jest rzeczą widoczną, że jest to amunicja niemiecka. Kaliber 7,65, wyrób firmy GECO. List w drodze (podpisano) Heinrich".

Nawet andersowska Zbrodnia katyńska potwierdza panikę, która wybuchła wśród hitlerowców, kiedy spostrzegli, iż przeoczyli tak obciążający dowód winy, jak niemiecka amunicja w grobach ich ofiar. Oto np. co pisze w swojej relacji prohitlerowski dziennikarz J. Mackiewicz, którego hitlerowcy zaprosili do Katynia pod koniec kwietnia 1943 r.

"Jeszcze w Wilnie w rozmowie z prof. S poruszaliśmy temat, że jednym z notorycznych (tj. znanych - B. W.) środków śledztwa przy badaniu morderstwa popełnionego za pośrednictwem pistoletu bywa znalezienie wystrzelonej łuski, zabezpieczenie jej i poddanie gruntownym oględzinom. Zwróciłem już uwagę profesora, że żaden ze znanych w prasie komunikatów niemieckich ani jednym słowem nie wspomina o łuskach. Tymczasem trudno jest przypuścić, ażeby przy tej ilości oddanych strzałów nie znaleziono ani jednej łuski pistoletowej, czy to w samych dołach, czy też w rozkopanych następnie terenach. Łuski musiałyby niewątpliwie ustalić nie tylko kaliber wystrzelonego pocisku, ale również rodzaj pistoletu. (Patrz: oświadczenie prof. Hajka).

Nie pomału się też zdziwiłem, zastawszy w Katyniu sprawę łusek pomijaną kompletnym milczeniem, ba, jakby tajemniczością. Zapytałem wprost o to wymienionego już kilkakrotnie oficera o czeskim nazwisku (Oberleutnanta Slowenczika, o którym wkrótce będzie mowa - B. W.). Zrazu odpowiedział wymijająco, następnie zaś dodał:

- Kwestia łusek nie jest istotna. Owszem znajdowaliśmy łuski i poddawali je gruntownemu badaniu, nie naprowadzają jednak na żaden konkretny wniosek.

...Któryś z Polaków pracujących przy wydobywaniu zwłok powiedział do mnie: o, kul nikomu oni nie pozwalają zabierać..." (Zbrodnia katyńska, str. 276, podkreślenie moje - B. W.).

To wszystko reakcja polska ujawniła po wojnie. Dopóki jednak hitlerowcy milczeli o niemieckiej amunicji w grobach Katynia, dopóty - rzecz ogromnie charakterystyczna! - starannie milczała o tym również prasa wszystkich reakcyjnych ośrodków, od NSZ po WRN, za granicą i w kraju.

Ochłonąwszy z paniki, o której pewne pojęcie dają przytoczone powyżej dokumenty i cytaty - hitlerowcy zrozumieli, że sprawy amunicji niemieckiej ukryć się nie da. Oficjalny dokument hitlerowski - Amtliches Material zum Massenmord von Katyn - nie ośmielił się już temu zaprzeczyć. Na str. 74 dokumentu hitlerowskiego czytamy:

"Fakt, że do egzekucji używano nabojów pistoletowych kalibru 7,65 mm udało się (!) stwierdzić przez znalezienie licznych gliz. Glizy noszą nieodmiennie znak "GECO 7,65 D"... Amunicja pistoletowa, użyta w Katyniu, kalibru GECO 7,65 mm, odpowiada amunicji produkowanej od wielu lat w fabryce amunicji Gustaw Genschow & Co, w Durlach, Badenia".

A zatem sami hitlerowcy musieli przyznać, iż egzekucja oficerów polskich w Katyniu dokonana została wyłącznie niemiecką amunicją, wyłącznie niemieckimi kulami. Rzecz jasna, hitlerowcy nie byliby hitlerowcami, gdyby - nawet w obliczu tak bezspornie obciążającego ich dowodu zbrodni - nie wynaleźli "usprawiedliwienia", nie sfabrykowali "wytłumaczenia". Hitlerowski dokument głosi, że "udało się" stwierdzić, iż amunicja użyta w Katyniu była niemiecka, ale przecież Niemcy mogły jej dostarczyć "Rosji". Po czym "Europejczyk" i "bezstronny uczony" profesor dr Gerhard Buhtz powołuje się na oświadczenie... firmy Gustaw Genschow & Co, (w Durlach, koło Karlsruhe, Badenia), że amunicja użyta do egzekucji została "z całą pewnością" wytworzona w latach 1922/31, z czego ponoć wynika, że była ona eksportowana z Niemiec (?) i dlatego "dziwić się nie należy żadną miarą, że na miejscu zbrodni znaleziono amunicję niemieckiej produkcji". (Ten fragment z Amtliches Material cytowany jest na widocznym miejscu przez andersowską Zbrodnię katyńską, str. 134).

Ale skoro tak, to czemuż hitlerowcy byli przerażeni obecnością niemieckiej amunicji w grobach oficerów polskich w Katyniu? Czemuż "Heinrich" alarmował telegraficznie rząd GG? Czemuż Goebbels - jeszcze 8 maja! - z rozpaczą pisał, iż "gdyby tajemnica amunicji niemieckiej dotarła do wiadomości wroga, cała sprawa Katynia spaliłaby na panewce"? Słowem, skoro mieli tak "znakomite dowody", czemuż hitlerowcy tak długo próbowali ukryć i zataić fakt znalezienia amunicji niemieckiej w grobach Katynia?

Odpowiedź jest prosta - i nieodparta. Jak to się często zdarza w kryminalistyce, zbrodniarz starannie zacierając ślady zbrodni zapomina o dowodach najbardziej oczywistych, leżących wprost "na wierzchu". To również wydarzyło się w Katyniu największym masowym zbrodniarzom świata, hitlerowcom.

Czyniąc wielomiesięczne przygotowania do "odkrycia" grobów katyńskich, przeoczyli łuski "GECO 7,65 D" - przeoczyli własną, niemiecką amunicję, którą się bardzo prosto posłużyli, mordując masowo oficerów polskich, jesienią 1941 roku. Hitlerowskie kule oskarżają hitlerowskich morderców - w sposób nieodparty.

I oskarża ich również pewien hitlerowski oficer, ów właśnie "oberleutnant policji SS o czeskim nazwisku" - Gregor Slowenczik. Ten sam, który zapewniał J. Mackiewicza, że niemieckie łuski "nie naprowadzają" ponoć "na żaden konkretny wniosek".

"Porucznik Slowenczik - pisze Wodziński - wydawał się dawać z siebie wszystko, aby sprawę katyńską wykorzystać możliwie najpełniej z punktu widzenia niemieckiej propagandy". (Zbrodnia katyńska, str. 208). Otóż Slowenczik, faktyczny kierownik propagandy w Katyniu, odnalazł się po wojnie. Oberleutnant Slowenczik, członek partii hitlerowskiej (Ortsgruppe der NSDAP "Hungerberg", numer legitymacji członkowskiej 6330400) został w 1948 r. aresztowany przez policję wiedeńską. Wśród aktów przekazanych prokuraturze znajduje się list, który Sloewnczik wysłał z Katynia do rodziny swej w Wiedniu, w dniu 25 kwietnia 1943 r. List Slowenczika w tłumaczeniu na język polski brzmi:

"Nadawca: por. Gregor Slowenczik Fp. (poczta polowa) Nr 38925

Adresat: Maria Bergl (Czizek)

Wiedeń 19, Hohe Warte 21

Katyń, 25.04.1943 r.

Moje drogie Weslatscherl.

Piszę już nie ze Smoleńska, gdyż od rana do wieczora jestem przy moich trupach - o 14 km stąd. Są to nieprzyjemni chłopcy. Pomimo to lubię ich, tych biednych chłopców z wykrzywionymi twarzami, o ile jeszcze zostały one na kościach. Kocham ich gorąco, bo dzięki nim mogłem wreszcie zrobić coś dla Niemiec. A to pięknie.

Katyń, którego wynalazcą przecież jestem ja, przysparza mi ogromnie dużo pracy. To, co tu się robi - wszystko spoczywa na mnie. Memu kierownictwu podlegają ekshumacje zwłok - tak by był zawsze odpowiedni materiał propagandowy, poza tym wszystkie delegacje, przybywające codziennie samolotami, rozprowadzanie tez odczytowych, które także między innymi opracowuję, i książki Das Ende von Katyn (Koniec Katynia), przy której również współpracowałem.

Od czterech tygodni sypiam po 4 godziny dziennie, ale sprawa jest tak piękna i tyle warta, że daje mi ona siły do wytrwania. I najpiękniejsze jest to, że wszyscy moi towarzysze tutaj od Komendanta aż do mego... mówią: Nikt nie potrafiłby tak poprowadzić tego interesu jak ten austriacki porucznik z Wiednia.

A że przy tym znajduję jeszcze czas dla Was, drogie dzieci, organizować jaja i posyłać je samolotem, to dowodzi Wam, że całą tę robotę ostatecznie robi się dla naszej rodziny. Weslatscherl, proszę zrozum to, choć tylko pobieżnie mam czas o tym Tobie pisać.

Naprawdę nie wiem, gdzie ja mam głowę i dziwię się, że wszystko dobrze idzie, kramik też.

Być może po ukończeniu akcji propagandowej, wypadnie mi kilkutygodniowy urlop dla mej książki. Wtedy w niejednym będę potrzebował Twej rady.

Na domiar wszystkiego wczoraj wpadł na mnie w naszym kasynie Dr Mettin. Jest on też tutaj i wita we mnie europejską sławę. Jest on w mym oddziale oficerem do szczególnych poruczeń i mogę mu tu być pomocny. Są tu także takie 7-miesięczne dzieci.

Napiszcie mi zaraz (znaczek lotniczy załączam), co tam u Was słychać, co porabiacie. Czy mam postarać Ci się o rosyjską służącą? Czy możesz ją z Berlina dalej zabrać?

Od Heerl otrzymałem dalszych 5 paczek wielkanocnych. Bardzo dziękuję. Może będę mógł także posłać tłuszcz. Oleju tu nie ma, ale z mojej racji będę mógł zaoszczędzić trochę masła. Kiedy nie jestem w Katyniu, nie wypuszczam prawie pióra z ręki. Moje największe osiągnięcia dzisiaj - to zerwanie stosunków dyplomatycznych między ZSRR i Polską. Wszyscy mi tego winszują.

Stoi już tu przy mnie paczka, która za 3 dni stąd odejdzie - do Berlina samolotem, a stamtąd pocztą.

Wszystkim Wam, a Tobie szczególnie wiele serdeczności. Kłaniaj się mej Heerl. Twej wspaniałej córce.

Wasz Gregor

Fotografie dla Gapperta wyślę później, bo muszę uzyskać zezwolenie od OKW".

Spoza zwierzeń oberleutnanta Gregora Slowenczika na temat "zorganizowania" dla rodziny przesyłki jaj, tłuszczu, masła i "rosyjskiej służącej" - spoza tego tak charakterystycznego dla hitlerowskich ludobójców sentymentalnego szczebiotu wyłania się bardzo konkretny obraz prowokacji katyńskiej.

1) Slowenczik, porucznik kompanii propagandowej, stwierdza, że jest terenowym "wynalazcą Katynia".

2) Slowenczik potwierdza, iż inscenizacja i fałszerstwo były całkowite: zwłoki ekshumowano w taki sposób, aby odpowiadały propagowanej przez hitlerowców tezie. Odnosi się to, rzecz prosta, i do dokumentów przy zwłokach.

3) Slowenczik - podobnie zresztą jak Goebbels - uważa podchwycenie prowokacji katyńskiej przez reakcję polską w Londynie za wielki sukces III Rzeszy.

4) Slowenczik daje próbkę owego wstrząsającego cynizmu, z jakim hitlerowscy mordercy traktowali pomordowanych przez siebie oficerów polskich.

Dodajmy jeszcze, że oberleutnantem Slowenczikiem zainteresował się bardzo dokładnie i - żeby tak rzec - "szczelnie" wywiad amerykański... Nie na wiele się to zdało. Hitlerowskie kule z Katynia i hitlerowski oficer z Katynia oskarżają głośno hitlerowskich morderców z Katynia.

***

Wszystko zatem demaskuje, wszystko wskazuje sprawcę zbrodni katyńskiej. Począwszy od metody prowokacji, rozbudowanej przez hitlerowców do wielkości stale stosowanego systemu, poprzez hitlerowską politykę eksterminacji narodu polskiego (zwłaszcza inteligencji), poprzez hitlerowską praktykę masowego zgładzania jeńców na froncie wschodnim, zwłaszcza jesienią 1941 r. i zimą 1941/42 r., poprzez sytuację polityczno-strategiczną w roku 1941 i w roku 1943, a na wyznaniach poszczególnych hitlerowców i dowodach rzeczowych kończąc - wszystko dowodzi niezbicie iż oficerów polskich wymordowali w Katyniu ci sami hitlerowscy ludobójcy, którzy zgładzili przeszło 6 milionów obywateli polskich i przeszło 17 milionów obywateli radzieckich.

...A jednak amerykańskie koła rządzące odgrzebały - jesienią 1951 i zimą 1951/52 roku - plugawą prowokację Goebbelsa. Rzecz jasna, podobnie jak kierownictwo III Rzeszy po klęsce pod Stalingradem wiosną 1943 roku tak samo i amerykańskie koła rządzące uchwyciły się prowokacji katyńskiej z przyczyn polityczno-strategicznych, z haniebnego wyrachowania, dyktowanego brudną polityką imperialistyczną.

I znowu: zrozumienie tych przyczyn politycznych dopiero pozwala zdemaskować w pełni zbrodniczą grę waszyngtońskich naśladowców Goebbelsa, waszyngtońskich wspólników Kruppa i Guderiana. Tym razem jednak zastosujemy inny nieco porządek rozważań aniżeli w części dotyczącej zbrodni i prowokacji hitlerowców. Tym razem - zanim zanalizujemy motywy polityczne, którymi powodują się amerykańscy prowokatorzy - pokażemy tych panów w działaniu. Pokażemy ponurą i równocześnie błazeńską farsę "katyńską", którą zgodził się odegrać Kongres USA - i która jest nową obelgą dla rodzin ofiar katyńskich, nową obelgą dla wszystkich, co walkę przeciw hitleryzmowi przypieczętowali życiem.