Rozdział VII. SAMOTNY KRZYŻ, TAJEMNICZY WILK - I SFORA WILKÓW FASZYSTOWSKICH.

Goebbels, reakcja polska oraz amerykańscy wspólnicy Kruppa i Guderiana twierdzą, iż oficerów i żołnierzy polskich pod Katyniem zamordowali w 1940 roku "bolszewicy". Otóż do Smoleńska i okolic hitlerowcy wkroczyli około 17 lipca 1941 roku. Komunikat zaś o "odkryciu" grobów ogłosili 13 kwietnia 1943 roku. Każdemu człowiekowi, który zestawia fakty, by z nich wysnuwać wnioski - musi się narzucić jedno nieodparte pytanie: skoro tak, to dlaczego hitlerowcy przez niemal dwa lata ukrywali "zbrodnię bolszewików"? Dlaczego rozgłosili ją dopiero po dwóch latach swego pobytu w Katyniu i w dwa miesiące po... straszliwej swej klęsce pod Stalingradem?

Powie ktoś: nie ogłosili wcześniej, bo wcześniej o grobach oficerów polskich nie wiedzieli. Wykażemy - na podstawie hitlerowskich źródeł i wypowiedzi samych hitlerowców - że hitlerowcy o grobach oficerów polskich wiedzieli znacznie wcześniej, aniżeli je oficjalnie "odkryli". Że wiedzieli o nich... już w 1941 roku!

Zacznijmy od zbadania pierwszego oficjalnego komunikatu hitlerowskiego:

"Sterroryzowana panowaniem bolszewickim ludność nie opowiadała chętnie o swoich przeżyciach z roku 1940. Dopiero wiosną 1943 r. docierają do władz niemieckich wiadomości o dołach ze zwłokami w lesie Katyńskim. Władze niemieckie podejmują wobec tego systematyczne, rozległe badania, które stopniowo pozwalają odtworzyć z przerażającą dokładnością wypadki poprzedzające ową masową zbrodnię" itd. itd. (Cytujemy za wymienioną już, a przepełnioną nienawiścią do Związku Radzieckiego, książką andersowców Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, str. 106).

Tak "ustawia" "sprawę katyńską" pierwszy oficjalny komunikat hitlerowski. Nie trzeba być sędzią śledczym, by z miejsca wykryć wszystką szalbierczą nicość przytoczonych w komunikacie hitlerowskim twierdzeń. Bo jakże to! Ludność rosyjska pod Smoleńska "milczała" w roku 1941 i 1942 "sterroryzowana" wówczas - w latach największych sukcesów hitlerowskich - "panowaniem bolszewickim" a "dopiero wiosną 1943 r." - kiedy hitlerowcy ponieśli straszliwe klęski, kiedy bliski już na te ziemie powrót Armii Radzieckiej nie ulegał dla nikogo wątpliwości, kiedy wzmogła się pod Smoleńskiem partyzantka antyhitlerowska - "dopiero wiosną 1943 r." ludność spod Smoleńska miała przemówić i świadczyć przeciw własnemu rządowi i narodowi? Może z sympatii do hitlerowców, którzy zgładzili w Smoleńsku i pod Smoleńskiem 60 000 mężczyzn, kobiet i dzieci?! Widzimy, że nawet jeśli się przyjmie punkt wyjścia hitlerowskiego komunikatu, rozsypuje się on natychmiast w proch, skoro podda się go analizie logicznej.

Ale mamy w tej sprawie nie tylko logiczne dowody nikczemnego fałszerstwa hitlerowskiego. Hitlerowski pułkownik Friedrich Ahrens - dowódca owej tajemniczej 537 jednostki (rzekomo) "łączności" przy armii "grupa środkowa", jednostki, której sztab mieścił się w willi na "Kozich Górach" stale i bez przerwy od sierpnia 1941 roku do sierpnia 1943 r., wg zeznań samego Ahrensa (Osobliwa nieruchliwość jak na sztab jednostki "łączności") - dowódca 537 pułku "łączności" Friedrich Ahrens zeznawał przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze w dniu 1.07.1946 r. (Protokoły Procesu Norymberskiego, t. XVII, wyd. cyt., str. 274-297).

Friedrich Ahrens, broniąc własnej skóry, uparcie przeczył, rzecz jasna, faktowi zamordowania oficerów polskich przez hitlerowców i wyparł się udziału w tej zbrodni. Ale mimo że starannie przygotowany do tych zeznań przez swego (i Goeringa) obrońcę, dra Stahmera - Friedrich Ahrens, w ogniu pytań wiceprokuratora radzieckiego, płk. Smirnowa i członka Trybunału, sędziego radzieckiego, gen. Nikiczenko - powiedział bardzo wiele. Znacznie więcej, niż zamierzał powiedzieć i znacznie więcej niż życzyli sobie jego obrońca oraz... niektórzy członkowie Trybunału.

Chcąc za wszelką cenę oddalić od siebie ostrze oskarżenia Ahrens zeznał, że w końcu listopada 1941 roku:

"... jeden z moich żołnierzy wskazał mi, że w jednym miejscu (w lesie Katyńskim) znajdował się swego rodzaju kopiec, który z trudem zresztą można było tak określić i na którym wznosił się krzyż sosnowy. Widziałem ten sosnowy krzyż. W ciągu roku 1942 żołnierze moi nieustannie donosili mi, iż tu, w naszych lasach, podobno odbywały się rozstrzeliwania, ale ja z początku nie zwróciłem na to uwagi. Jednakże latem 1942 roku temat ten został poruszony w rozkazie armii "grupa środkowa", której dowództwo objął później generał von Harsdorff. Oświadczył mi, że on także o tym słyszał". (Protokoły Procesu Norymberskiego, t. XVII, wyd. cyt. Str. 282, podkreślenia moje - B. W.).

Później nieco Ahrens doda, iż o grobach w lesie Katyńskim doniósł również - wciąż latem 1942 roku - szefowi wywiadu przy armii "grupa środkowa", pułkownikowi von Gersdorffowi, który

"oświadczył mi, że wiadome mu jest wszystko w tej sprawie i że składając mu ten raport spełniłem wszystko, co do mnie w tej materii należało". (Tamże, str. 293. O złożeniu raportu von Gersdorffowi Ahrens uparcie raz jeszcze upewnił Przewodniczącego Trybunału - str. 297).

A więc zapamiętajmy: Friedrich Ahrens, dowódca zbrodniczej jednostki 537, przyznał, iż w końcu listopada 1941 roku widział na jednym z wzniesień, utworzonych przez masowe groby oficerów polskich, tajemniczy krzyż sosnowy. Krzyż ten postawił jeden z siepaczy hitlerowskich tknięty prawdopodobnie odruchem sentymentalizmu. Broniąc swej brunatnej skóry Ahrens szybko dodaje, iż jego żołnierze donosili mu nieustannie w ciągu 1942 roku o rozstrzeliwaniach, które "podobno" odbywały się w lesie Katyńskim, po czym on, Ahrens, doniósł o tym, latem 1942 roku, dowództwu armii "grupa środkowa" oraz szefowi wywiadu tej armii, płk. Von Gersdorffowi.

Jedno zatem nie ulega wątpliwości, zważywszy, iż sam Ahrens ten fakt wielokrotnie z naciskiem i z uporem podkreśla: Hitlerowcy wiedzieli o grobach w lesie Katyńskim począwszy od jesieni 1941 roku.

Co się zaś tyczy owych pilnych meldunków, które Ahrens składał i które rzekomo mają świadczyć o jego niewinności... Przerwijmy w tym miejscu i przytoczmy zdanie bezpośredniego - formalnie - przełożonego płk. Ahrensa. W dniu 1.07.1946 r. zeznawał przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym bezpośredni przełożony płk. Ahrensa, generał Euhen Oberhaeuser, szef służby łączności armii "grupa środkowa". Wiceprokurator radziecki Smirnow zadał mu m. in. następujące pytanie:

Wiceprokurator Smirnow: Płk. Ahrens wykrył groby masowe (w Katyniu) pod koniec 1941 roku lub na początku 1942 r. Czy powiedział panu cokolwiek o tym odkryciu?

Oberhaeuser: Nie mogę uwierzyć, aby pułkownik Ahrens mógł był odkryć groby w 1941 r. Ja nie mogę sobie tego wyobrazić, ja nie mogę zwłaszcza wyobrazić sobie, aby on (płk. Ahrens) mógł był nic mi o tym nie powiedzieć.

Wiceprokurator Smirnow: W każdym razie, czy pan podtrzymuje twierdzenie, że ani w 1942 roku, ani w 1943 roku płk. Ahrens nic panu nie donosił w tej sprawie?

Oberhaeuser: Płk. Ahrens nigdy mi o tym słowa nie powiedział, a przecież byłby mi powiedział, gdyby wiedział. (Protokoły Procesu Norymberskiego, t. XVII, wyd, cyt., str. 315).

Jak wytłumaczyć sprzeczność między zeznaniami płk. Ahrensa, dowódcy 537 jednostki rzekomo "łączności", a szefem służby łączności armii "grupa środkowa"? Wytłumaczyć ją można logicznie tylko w następujący sposób:

Płk. Ahrens dzielił się z dowódcą armii oraz z szefem wywiadu armii "grupa środkowa" swymi obawami, iż masowe groby oficerów polskich pomordowanych przez jego sztab i SS-manów z "Einsatzgruppe B" - nie dadzą się na dłuższą metę ukryć. Generałowi Oberhaeuserowi, szefowi służby łączności armii, któremu dowódca 537 jednostki tylko formalnie podlegał - takich informacji, rzecz jasna, Ahrens powierzać nie miał potrzeby ani prawa (wg etyki hitlerowskiej).

Jest również rzeczą możliwą, że generał Oberhaeuser zeznając w 1946 r. przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym świadomie skłamał, twierdząc, iż płk. Ahrens nic mu nie mówił ani w 1941 r., ani w 1942 r. o masowych mogiłach w lesie Katyńskim. Ale jeśli tak - oznacza to, że bezpośredni przełożony płk Ahrensa uznał (i słusznie), iż jego podwładny podając jesień 1941 r. czy lato 1942 r. jako datę "odkrycia" grobów katyńskich przez hitlerowców tym samym ujawnił niebacznie prawdziwych sprawców zbrodni katyńskiej: siebie oraz pozostałych hitlerowskich siepaczy.

Posłuchajmy wszakże, jak sam Ahrens próbuje wywikłać się z własnej relacji o "odkryciu grobów" - relacji, która nagle okazała się dlań groźna.

Ahrens: ...W czasie zimy 1943 r. - zdaje się w styczniu lub lutym - zupełnie przypadkowo ujrzałem wilka w lesie (Katyńskim) i z początku nie wierzyłem nawet, że to był wilk; kiedy z fachowcem poszliśmy tropem wilka, dostrzegliśmy rozkopaną ziemię na kopcu z krzyżem. Kazałem zbadać, jakiego pochodzenia były znajdujące się tam kości (wygrzebane przez wilka). Lekarze oświadczyli, że są to ludzkie szczątki. Wtedy zawiadomiłem oficera zajmującego się grobami wojskowymi, bo sądziłem, że jest to mogiła jakiegoś żołnierza (niemieckiego)... (Protokoły Procesu Norymberskiego, t. XVII, wyd. cyt., str. 282).

Taką to bajeczkę ułożył na poczekaniu Friedrich Ahrens, broniąc przed Trybunałem Norymberskim swej brunatnej skóry. Krzyż na kopcu Ahrens widzial - przyznaje - już w listopadzie 1941 roku. Czemu więc wtedy nie zawiadomił "oficera zajmującego się grobami wojskowymi"? Trzeba było dopiero tajemniczego wilka, aby w styczniu lub lutym 1943 roku płk. Ahrens mógł "odkryć", że jest to... grób. I żeby zawiadomił "oficera zajmującego się grobami wojskowymi". Ale wtedy właśnie zjawił się Herr Professor Doktor Gerhard Buhtz (z uniwersytetu wrocławskiego), który - mając już gotowe instrukcje... z centrali berlińskiej - rozpoczął ekshumację zwłok polskich oficerów.

A więc "odkrycie" grobów katyńskich dokonało się - w świetle zeznań Ahrensa - już nie dzięki wskazówkom "sterroryzowanej panowaniem bolszewickim ludności", która "dopiero wiosną 1943 r.) jęła władzom opowiadać o "swoich przeżyciach z 1940 r." - ale dzięki wilkowi. Wilkowi, który umiał rozkopać przykrywający mogiły katyńskie nasyp ziemny grubości 1,5 - 2 metrów!

A jaką metodę zastosowały prawdziwe, hitlerowskie wilki przy rozkopywaniu mogił swych ofiar - o tym mimo woli wyrwało się Ahrensowi kilka słów prawdy. Było to niezwykle odkrywcze przejęzyczenie się.

Trybunał (sędzia Nikiczenko): Kiedy profesor Buhtz rozmawiał z panem o masowych grobach (katyńskich) i stwierdził, że pochowanie zwłok musiało nastąpić wiosną 1940 r.?

Ahrens: Nie mogę podać dokładnej daty, ale to było na wiosnę 1943 roku, zanim rozpoczęto ekshumację - to jest, bardzo przepraszam, bardzo przepraszam - on (prof. Buhtz) powiedział mi, że polecono mu przeprowadzić ekshumację i w czasie przeprowadzania ekshumacji spotykał się ze mną od czasu do czasu. Dlatego mogło to być w maju albo w końcu kwietnia. (Tamże, str. 295).

Tak wił się przed Międzynarodowym Trybunałem w Norymberdze hitlerowski wilk, Friedrich Ahrens, dowódca 537 pułku "łączności" przy armii "grupa środkowa". Ahrens musiał nawet potwierdzić fakty, przytoczone w Komunikacie Radzieckiej Komisji Specjalnej (ze stycznia 1944 r.), o którym wiedział, że go pogrąża! Musiał więc Ahrens przyznać, że do "obróbki" grobów katyńskich - przed sprowadzeniem "wycieczek polskich intelektualistów" i tzw. "Międzynarodowej Komisji Lekarskiej" - hitlerowcy użyli jeńców radzieckich. (Wolał jedynie zmniejszyć ich liczbę dziesięciokrotnie i określił ją "na około 40 do 50". Ale Ahrens nie pisnął ani słówka na temat losu, jaki spotkał tych jeńców radzieckich, gdy "przygotowali" już groby katyńskie wedle żądań hitlerowców - Protokoły Procesu Norymberskiego, t. XVII, wyd. cyt., str. 283). Musiał Ahrens przyznać, że wokół sztabu 537 jednostki "łączności" nocami las huczał od strzałów, ale tłumaczył to... nocnymi manewrami, które przeprowadzał dla przyuczenia swych żołnierzy ("łączności") do walk nocnych (Tamże, str. 280). Musiał również Ahrens przyznać, że najściślejsza tajemnica otaczała siedzibę jego sztabu, ale tłumaczył to koniecznością strzeżenia "sekretnych dokumentów". Musiał Ahrens przyznać, że między siedzibą jego sztabu a szosą Smoleńsk-Witebsk istotnie panował "niezwykle ożywiony ruch", ale tłumaczył to znowu... manewrami oraz robotami remontowymi w willi na "Kozich Górach" (Tamże, str. 281).

Ktoś zapyta: czemuż zatem Trybunał Norymberski nie uznał hitlerowców winnymi zbrodni katyńskiej? Odpowiedź na to pytanie zawarta jest w innym... pytaniu: a czemuż to Trybunał Norymberski, wbrew protestowi sędziego radzieckiego, nie uznał winy ani hitlerowskiego sztabu generalnego, ani hitlerowskiego naczelnego dowództwa sił zbrojnych (OKW) - mimo iż zbrodniczość i wina obydwu tych formacji została w pełni dowiedziona? M. in. - jak to widzieliśmy na podstawie dokumentów - w sprawie mordowania jeńców wojennych! Czemu też Trybunał Norymberski, znowu wbrew protestowi sędziego radzieckiego, uniewinnił notorycznych hitlerowskich zbrodniarzy wojennych: Schachta, von Papena, Fritschego?

Nie zapominajmy: wyrok swój Trybunał Norymberski ogłosił w dn. 30 września i 1 października 1946 roku, a przeszło pół roku wcześniej, w dniu 5 marca 1946 r. Churchill w Fulton (USA) rzucił, już zupełnie jawnie, hasło nowej, przejętej z rąk Guderianów i Ahrensów, "krucjaty" antyradzieckiej. Nic nie dzieje się przypadkowo. Nigdy i nigdzie...

***

W roku 1948 klika emigrancka wydała w Londynie kilkakrotnie tu już wspomnianą książkę pt. Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów. Książkę poprzedził przedmową "sam" baron Anders, podkreślając m. in., że nad zestawieniem tego dzieła pracowano wiele lat. Każde zatem słowo tej nikczemnej książki, wrącej nienawiścią do Związku Radzieckiego i Polski Ludowej, zostało troskliwie zważone na najczulszej szali faszystowskiej nienawiści, ażeby ułożyło się zgodnie z tezą Andersa - i Goebbelsa.

Otóż nawet w tej plugawej, wściekle antyradzieckiej książce andersowcy nie byli w stanie ukryć zakłopotania z powodu więcej niż podejrzanego terminu "odkrycia" grobów katyńskich przez hitlerowców oraz z powodu długiego okresu przygotowawczej "obróbki" grobów, która trwała co najmniej kilka miesięcy.

"Na zakończenie - pisze w swej relacji zamieszczonej w Zbrodni Katyńskiej znany z prohitlerowskich sympatii dziennikarz reakcyjny J. Mackiewicz - chciałbym dodać luźne uwagi w sprawie, co do której nie mam żadnych konkretnych danych, ale na pytania jej dotyczące wypadało mi nieraz odpowiadać rodakom w kraju. Chodzi tu o termin odkrycia grobów przez Niemców. Będąc głęboko przekonany (! - B. W.), że zbrodni katyńskiej dopuścili się bolszewicy, z drugiej strony przekonany jestem, że Niemcy dokonali odkrycia o wiele wcześniej, niż do tego się przyznali". (Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, str. 277-278, podkreślenia moje - B. W.)

A oto - fragment z innej również w andersowskiej książce zamieszczonej relacji członków pierwszej "wycieczki polskiej" do Katynia (wycieczki zorganizowanej przez hitlerowców):

"W toku rozmów z Niemcami członkowie wycieczki zapytali, dlaczego dopiero teraz powiadamia się Polaków o znalezieniu masowych grobów, które Niemcom były już znane co najmniej od kilku miesięcy? Odpowiedziano ze strony niemieckiej, że jest to wina dowództw wojskowych, które w toku żywych operacji frontowych zlekceważyły wartość i znaczenie tego wstrząsającego odkrycia". (Tamże, str. 247).

Nie ma potrzeby podkreślać, że tego rodzaju "wyjaśnienie" - niezgodne z wydarzeniami wojskowymi, sprzeczne z zeznaniami Ahrensa w czasie procesu norymberskiego, sprzeczne nawet z hitlerowskimi komunikatami oficjalnymi oraz z hitlerowskim Urzędowym materiałem w sprawie masowego mordu w Katyniu - nie ma potrzeby podkreślać, że tego rodzaju "wyjaśnienie" świadczyło jedynie o skrajnym zakłopotaniu hitlerowskich inscenizatorów prowokacji katyńskiej.

Zakłopotani - zakłopotaniem swoich mistrzów - andersowscy również nie znajdują żadnego wyjaśnienia z wyjątkiem mglistej aluzji do "celów propagandowych".

A przyczyna całej tej tajemnicy jest niezwykle prosta, jest nieuchronna, jest jedna tylko:

Hitlerowcy wiedzieli o grobach oficerów polskich w lesie Katyńskim już w 1941 roku z tej prostej przyczyny, że w roku 1941 oficerów polskich wymordowali w lesie Katyńskim i tamże pochowali w masowych grobach.

Myśl o propagandowym wyzyskaniu własnej zbrodni powzięli hitlerowcy z początkiem roku 1943, ze względu na swą rozpaczliwą sytuację wojskową i w celu osiągnięcia politycznych celów, które szeroko zanalizowaliśmy. Oto jest prawda prosta i straszliwa, równie prosta i straszliwa jak ta, która dotyczy wymordowania 6 milionów Polaków w obozach zagłady, równie prosta i straszliwa jak ta, która dotyczy wymordowania kilkunastu milionów jeńców radzieckich i cywilnych obywateli radzieckich - prawda o zbrodni katyńskiej.

- Ale przecież - woła pozagrobowy, amerykański głos Goebbelsa oraz reakcja polska - ale przecież w grobach katyńskich znaleziono dokumenty, a zwłaszcza gazety, których daty nie przekraczają wiosny 1940 roku.

A więc dobrze, przyjrzyjmy się, jak szukano i jak znaleziono owe dokumenty i gazety. Przyjrzyjmy się całej potwornej hitlerowskiej technice fałszerstw - i to posługując się źródłami wrogimi Związkowi Radzieckiemu.