Rozdział V. DLACZEGO KATYŃ W 1943 ROKU?

Bitwa, która toczyła się o Stalingrad, w Stalingradzie i w rejonie Stalingradu (4 września 1942 r. - 2 lutego 1943 r.), niewątpliwie rozstrzygnęła losy drugiej wojny światowej - i III Rzeszy. Szósta armia hitlerowska - elita Wehrmachtu - została zdruzgotana w stalowych kleszczach wojsk radzieckich, kierowanych genialną myślą strategiczną i wolą Stalina, dowodzonych przez syna robotniczej Warszawy, marszałka Rokossowskiego.

Niczym i nigdzie i nigdy więcej III Rzesza nie zdoła powetować straszliwej klęski pod Stalingradem. Niczym nie wyrówna poniesionych tam w wyborowych swych wojskach strat. Nigdy już się nie podźwignie po ciosach spod Stalingradu. "To była największa klęska, jaką Niemcy poniosły w czasie wojny... Dziesiątki niemieckich dywizji stały się cieniem i setki tysięcy najlepszych wojsk (hitlerowskich - B. W.), które odnosiły zwycięstwa wszędzie w Europie, zostały unicestwione lub wzięte do niewoli" - pisze brytyjski, reakcyjny, antyradziecki komentator wojskowy Cyril Falls (The Second World War, Londyn, 1948, str. 137-139).

Okupione bezprzykładnym bohaterstwem żołnierza radzieckiego i bezprzykładnie ofiarną pracą narodów Kraju Rad - zwycięstwo stalingradzkie zabłysło nad krajami udręczonymi przez hitlerowskich ludobójców jak jutrzenka wolności. Przejęte trwogą kierownictwo III Rzeszy zaczęło gorączkowo szukać ratunku. Przede wszystkim - w prowokacji. W prowokacji, którą hitleryzm podniósł przecież - jak widzieliśmy - do godności szeroko rozbudowanego systemu.

Słowem: po klęsce pod Stalingradem miejsce "błyskawicznej wojny" zająć miała - w strategii hitlerowskiej - "błyskawiczna prowokacja". Jakie były cele takiej "błyskawicznej prowokacji", wczesną wiosną 1943 roku?

1) Zohydzenie w oczach opinii światowej zwycięzcy spod Stalingradu, otoczonego podziwem i wdzięcznością narodów. 2) Odwrócenie uwagi od hitlerowskich zbrodni ludobójstwa, wzmagających gniew narodów przeciw III Rzeszy. 3) Niedopuszczenie do utworzenia rzeczywistego drugiego frontu, z czym zresztą same rządy USA i Wielkiej Brytanii zwlekały już od dwóch niemal lat w sposób wielce podejrzany, a dla hitlerowców bardzo zachęcający. 4) Wywołanie ostatecznego rozłamu w łonie antyhitlerowskiej koalicji. 5) Zawarcie odrębnego pokoju z USA i W. Brytanią w celu kontynuowania, wespół z USA i W. Brytanią hitlerowskiej wojny przeciw Związkowi Radzieckiemu. 6) Pozyskanie - po wszystkich popełnionych w Polsce zbrodniach! - sympatii narodu polskiego i ewentualne utworzenie "polskiego legionu antybolszewickiego".

Wyliczyliśmy cele, a nie określiliśmy jeszcze dokładnie, jaka prowokacja miała tym celom służyć. Ale hitlerowcy zawsze rozpoczynali od ustalenia najpilniejszego dla nich w danej chwili celu, a dopiero potem dobierali, w swym zawsze bogato zaopatrzonym arsenale prowokacji, właściwą prowokację, tj. taką, która w ich mniemaniu powinna była wywołać potrzebny w danym okresie skutek i zbliżyć ich przez to do zamierzonego celu.

Czy powyżej wyliczone cele, które kierownictwo III Rzeszy, przerażone klęską pod Stalingradem, zamierzało osiągnąć za pomocą prowokacji, były - po Stalingradzie - zgoła nierealne? Nie. Właśnie po klęsce stalingradzkiej kierownictwo III Rzeszy miało wiele podstaw, aby sądzić, iż te cele osiągnie. Stalingrad bowiem wzbudził przerażenie nie tylko u hitlerowców. Stalingrad - paradoks jest tylko pozorny - wzmógł również obawy pewnych kół w USA i W. Brytanii, wzmógł nienawiść kół reakcyjnych w USA i W. Brytanii do Związku Radzieckiego i, co za tym idzie, wzmógł tendencje do nietworzenia drugiego frontu i do ratowania III Rzeszy przez zawarcie z nią odrębnego pokoju. Rachuby hitlerowców nie były więc całkowicie pozbawione podstaw. Więcej: rachuby hitlerowców były w pewnym stopniu uzasadnione. W jak wielkim stopniu - świadczą ujawnione już po wojnie fakty i dokumenty.

W październiku 1942 roku - w okresie kiedy w Stalingradzie ważyły się losy wojny, w okresie kiedy bohaterstwo narodów radzieckich ratowało świat przed ludobójcami hitlerowskimi - Winston Churchill pisał w tajnym memorandum:

"Jakkolwiek trudne byłoby to dziś do stwierdzenia, wierzę, że rodzina europejska może działać jednolicie w ramach jednej Rady Europejskiej. W przeciwnym razie grozi nam niezmierzona klęska, jeśli barbaria rosyjska rozciągnie się nad kulturą i niezawisłością starych państw Europy" (tj. po prostu mówiąc, jeśli w rezultacie klęski hitleryzmu kapitalizm światowy osłabnie - B. W.). [Tajne memorandum Churchilla ujawnił - z upoważnienia i na polecenie Churchilla - Harold Mac Millan w dniu 5 września 1949 r. na tzw. Radzie Europejskiej w Strasburgu. Mac Millan, który obecnie jest członkiem rządu brytyjskiego, sprecyzował przy tym, iż Churchill w swym memorandum miał na myśli - w październiku 1942 roku! - "zjednoczenie Europy Zachodniej (kapitalistycznej) z udziałem Niemiec"... Warto przypomnieć, że prawda o stanowisku Churchilla przesączała się na zewnątrz nawet w czasie wojny. W przededniu wyjazdu Churchilla do Moskwy 17.08.1942 r. pisał londyński reakcyjny Catholic Herald: "Znaczna (czytaj: reakcyjna - B. W.) część opinii publicznej, a w jej liczbie i sam premier traktują nasz sojusz z ZSRR jako nieprzyjemną konieczność" (Podkreślenia moje. Cyt. Wg J. Baumiera, Od Hitlera do Trumana, "Czytelnik" 1951, str. 61).]

Tak pisał Winston Churchill w październiku 1942 roku - ten sam Churchill, który w dwa lata później, w grudniu 1944 roku, kornie błagać będzie "barbarię rosyjską", aby przez wcześniejsze rozpoczęcie ofensywy na froncie wschodnim uratowała od klęski połączone armie Eisenhowera i Montgomery'ego, gromione przez znikomą część Wehrmachtu, którą von Rundstedt dysponował na froncie zachodnim.

Powie ktoś: ale o tajnym memoriale Churchilla hitlerowcy przecież nie wiedzieli. Być może. Za to wiedzieli i to bardzo dokładnie o wielu innych posunięciach, wskazujących na wyraźną gotowość pewnych kół w USA i W. Brytanii "dogadania się" z III Rzeszą. Wiedzieli również o rysach w koalicji antyhitlerowskiej i znali sposoby rozszerzania tych rys w szczeliny, ba, w wyłom... W tym celu apelowali przede wszystkim - i stale - do antykomunistycznych i antyradzieckich tendencji zawsze żywych wśród reakcji europejskiej i amerykańskiej.

"...Prawdziwym niebezpieczeństwem dla obydwu stron wojujących (tj. dla Anglii i USA oraz dla hitlerowskich Niemiec i faszystowskich Włoch - B. W.) - jest Rosja Sowiecka. Jeśli alianci (zachodni) nie rozumieją tego dzisiaj, zrozumieją na pewno jutro" - pisał nazajutrz po klęsce pod Stalingradem herold faszyzmu Wirginio Gayda. (Cyt. Wg J. Baumiera, Od Hitlera do Trumana, "Czytelnik" 1951, str. 62-63".

I w lutym 1943 r., właśnie w lutym, bezpośrednio po wspaniałym zwycięstwie pod Stalingradem - mister Allen Dulles, ówczesny szef amerykańskiego wywiadu (OSS - Office of Strategic Services) a stały, wraz ze swoim bratem Johnem Fosterem Dullesem, mąż zaufania wielkich bankierów amerykańskich oraz jeden z zakulisowych reżyserów... wznowionej w 1952 r. przez Kongres USA prowokacji katyńskiej Goebbelsa - słowem mister Allen Dulles nawiązuje w lutym 1943 r. w Bernie (Szwajcaria) tajne rozmowy z księciem Hohenloe w sprawie zawarcia odrębnego pokoju z III Rzeszą. Wypada przy tym podkreślić, że Allen Dulles nie tylko prowadzi tajne rozmowy w sprawie odrębnego pokoju z III Rzeszą, ale od 1942 roku pozostaje w jak najściślejszym kontakcie z szefem Abwehry (hitlerowskiego kontrwywiadu), admirałem Canarisem - za pośrednictwem Hansa Giseviusa, agenta i przyjaciela admirała Canarisa.

(W zdobytych archiwach SD - Sicherheitsdienst - odnaleziono protokół rozmowy Allena Dullesa z księciem Hohenloe. Dulles oświadczył m. in.:

"Nigdy więcej w przyszłości nie dojdzie do tego, aby taki naród jak Niemcy był zmuszony do rozpaczliwych eksperymentów i musiał uciekać się do bohaterstwa na skutek nędzy i niesprawiedliwości... O rozczłonkowaniu Niemiec lub oderwaniu od nich Austrii - mowy być nie może... (On, Dulles) Zgadza się... na zorganizowanie systemów państwowych i gospodarczych Europy na zasadzie wielkich przestrzeni, sądząc, iż Federacyjne Wielkie Niemcy... wraz z sąsiadującą konfederacją dunajską stanowić będą najlepszą gwarancję ładu i odbudowy Europy środkowej i wschodniej"... (podkreślenie moje - B. W.).

Zwróćmy uwagę na całkowitą zbieżność terminologii, której używa rzecznik wielkiego kapitału USA - z terminologią hitlerowską:

1) III Rzesza zmuszona była rozpętać wojnę "na skutek niesprawiedliwości i nędzy"; 2) "Wielkie Niemcy", oczywiście przy udziale i pod kontrolą kapitalistów amerykańskich, powołane być mają do ustanowienia ładu - "nowego ładu" ("Neue Ordnung") - w Europie środkowej i wschodniej.

Nietrudno dostrzec, że te koncepcje wyłożone w tajnych rozmowach Allena Dullesa usiłuje dziś jawnie realizować rząd USA do spółki z odwetowcami z marionetkowego "rządu" Bonn. Jeden spośród wielu przykładów: w połowie marca 1952 r. Adenauer oświadczył publicznie na kongresie ewangelickich polityków CDU w Siegen, że "celem jego polityki jest zaprowadzenie nowego ładu we wschodniej Europie".

W tym samym czasie pełnomocnik Adenauera, kierownik bońskiego "Ministerstwa Spraw Zagranicznych", Hallstein, oświadczył na konferencji prasowej w Waszyngtonie: "Za ostateczny cel akcji zjednoczeniowej w Europie uważam zjednoczenie wszystkich części kontynentu europejskiego w kierunku wschodnim aż do Uralu..."

Jedyną wadą tego rodzaju koncepcji jest fakt, że Hitler już na niej złamał zęby. I to w sposób tak zdecydowany, że sztuczne szczęki made in USA nic tu nie poradzą.).

Z kontrwywiadem hitlerowskim współpracował nie tylko Allen Dulles. Bezpośrednio na usługach Canarisa pozostawali: b. przywódca ONR-u i szpieg Adam Doboszyński oraz - jak wykazał proces "Międzynarodówki Zdrajców" w Paryżu (luty i marzec 1952 r.) - płk. Jan Kowalewski, b. szef OZON-u oraz dotychczasowy mąż zaufania Andersa, Mikołajczyka, Kota i Bora-Komorowskiego.

W dniu 19 lutego 1952 r. toczył się przed sądem w Paryżu następujący dialog:

Adwokat Nordmann (obrońca postępowych pisarzy francuskich Renaud de Jouvenela i Andre Wurmsera) odczytuje fragmenty rozmowy przeprowadzonej w 1938 r. przez ówczesnego sanacyjnego ambasadora Lipskiego z Goeringiem w sprawie współpracy sanacyjnego wywiadu z wywiadem hitlerowskim. Adwokat pyta Kowalewskiego, czy może coś na ten temat powiedzieć.

Kowalewski: Nic nie wiem. Współpraca ta jest kłamstwem.

Adwokat Nordmann: Czy w Lizbonie w 1943 r. utrzymywał pan kontakty z wywiadem hitlerowskim?

Kowalewski: Chodzi o różnice w interpretacji (!). Można powiedzieć i tak i nie. Adwokat

Nordmann: Czy w 1943 r. odbywał pan tajne spotkania w swym mieszkaniu (w Lizbonie - B. W.) z niemieckim kapitanem Kramerem, oficerem łącznikowym admirała Canarisa?

Kowalewski: po dłuższych, wielce zawiłych wywodach przyznaje, że spotykał się z Kramerem.

Reakcja polska była cenną kartą w ręku hitlerowców i wiosną 1943 r. kierownictwo III Rzeszy posługuje się nią skwapliwie w celu poróżnienia - a na dalszą metę i rozbicia - koalicji antyhitlerowskiej. Zjednoczona w nienawiści do Związku Radzieckiego - i inspirowana przez wywiad hitlerowski - reakcja polska wypowiedziała wojnę polsko-radzieckiemu układowi z lipca 1941 r. niemal nazajutrz po jego zawarciu. W 1942 roku - w przededniu rozpoczęcia bitwy stalingradzkiej - Anders haniebnie zdezerterował, nakazując oddziałom polskiej armii, sformowanym w Związku Radzieckim i dzięki Związkowi Radzieckiemu, opuścić terytorium ZSRR. Od tej chwili trwa coraz bardziej zaciekła nagonka wstecznictwa polskiego na sojusz polsko-radziecki. Kampanii tej, wyraźnie idącej na rękę Hitlerowi, przewodzą wówczas Sosnkowski, Anders, Bielecki, Doboszyński.

Na krótko przed ogłoszeniem plugawej prowokacji Goebbelsa w sprawie Katynia, reakcja polska w Londynie wzmaga akcję "rewindykacyjną" w sprawie ziem ukraińskich i białoruskich, które przed wrześniem wchodziły w skład Polski. W lutym 1943 roku szpieg hitlerowski, Doboszyński, ogłasza - w dodatku nadzwyczajnym wydawanego przezeń pisma Walka - wykradziony (z pomocą hr. Grocholskiego) tekst noty radzieckiej. Agent Canarisa atakuje gwałtownie układ polsko-radziecki z lipca 1941 roku.

Zeznając w dn. 22.06.1949 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie, Doboszyński przyznał, iż od rezydenta hitlerowskiego wywiadu w Lizbonie otrzymał m. in. następujące instrukcje:

"...Z początkiem roku 1942 - instrukcja wzmożenia ataków na Sikorskiego w oparciu o zarzut, że chce oddać Rosji ziemie wschodnie Polski. Jesień 1942 - instrukcja wysunięcia gen. Sosnkowskiego jako kontrkandydata przeciw gen. Sikorskiemu. Instrukcja poparcia pisma Wiadomości Polskie oraz wydawnictwa Mackiewicza. Koniec stycznia 1943 r. - instrukcja ogłoszenia noty sowieckiej z połowy stycznia 1943 r. i podjęcia próby obalenia Sikorskiego w oparciu o Komitet Zagraniczny Obozu Narodowego i sanację. Kwiecień 1943 - instrukcja o propagandzie w sprawie Katynia..." (Stenogram rozprawy sądowej Proces Adama Doboszyńskiego, str. 231-232).

Widzimy tedy, jak cennym narzędziem do rozsadzania jedności koalicji antyhitlerowskiej była dla hitlerowskiego kierownictwa reakcja polska. Inspirowaną przez wywiad hitlerowski kampanię wstecznictwa polskiego uważał Goebbels za bardzo ważny punkt zaczepienia dla "błyskawicznej prowokacji" - po klęsce pod Stalingradem. Na tle tej sytuacji oraz przytoczonych powyżej faktów i zeznań Doboszyńskiego staje się rzeczą w pełni zrozumiałą, dlaczego Goebbels pod datą 1 marca 1943 roku mógł z ogromną radością zanotować w swoich Pamiętnikach:

"Nasza propaganda antybolszewicka odnosi obecnie znakomite sukcesy. W Londynie najważniejsze dzienniki ostrzegają publiczność przed niebezpieczną propagandą osi, która zmierza tylko do siania niesnasek wśród sojuszników. Niesnaski te stały się już szczególnie widoczne. Waśń między Unią Sowiecką i Polską (tj. rządem londyńskim - B. W.) w sprawie przyszłych granic przekracza już normy możliwe do przyjęcia między sojusznikami w czasie wojny". (Le Journal du Dr Goebbels, Paryż, Editions du Cheval Aile, 1948, str. 239.).

I Goebbels - mistrz prowokacji hitlerowskiej - zaciera ręce. Pod datą 2 marca 1943 roku - do?ładnie w miesiąc po zlikwidowaniu VI Armii pod Stalingradem - Goebbels, w związku z naradą, którą odbył z Goeringiem w Obersaltzbergu, notuje tajemniczo w swoich Pamiętnikach:

"Nasza propaganda antybolszewicka stanowi wciąż wielki atut. Trzeba ją wzmóc, gdyż w tej dziedzinie możemy oczekiwać wielkich sukcesów. Dzielę się z Goeringiem swymi zamiarami w tej sprawie. Jest zdumiony, dowiadując się, cośmy już zdziałali w tym względzie i jakie są moje projekty na najbliższe tygodnie i miesiące". (Le Journal du Dr Goebbels, str. 243, podkreślenia moje - B. W.).

Pamiętniki Goebbelsa ogłoszone zostały po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych w roku 1948 - nakładem firmy "Doubleday and Company, Incorporated, New York", staraniem dziennikarza amerykańskiego Lochnera oraz niewątpliwie również i staraniem wywiadu amerykańskiego. Nie ulega wątpliwości, że oryginał hitlerowski został poddany starannym zabiegom... kosmetyki amerykańskiej. Na przykład fragmenty dotyczące "odkrycia" grobów katyńskich zredagowane zostały w taki sposób, ażeby czytelnik odniósł wrażenie, iż sam Goebbels został tym "odkryciem" zaskoczony, ba, przerażony - i że sprawcami zbrodni katyńskiej nie są hitlerowcy.

Jednakże fałszerstwo - Goebbelsa lub jego wydawców amerykańskich - jest oczywiste. Na przykład pierwsza wzmianka Goebbelsa o "odkryciu" grobów katyńskich, kiedy to Goebbels wyraża "oburzenie" i "przerażenie" - figuruje w Pamiętnikach pod datą 9 kwietnia 1943 r. Tymczasem oficjalny dokument hitlerowski o mordzie katyńskim (Amtliches Material zum Massenmord von Katyn) stwierdza, iż "urzędowe" badania rozpoczęto w początkach lutego 1943 r., oficjalny zaś rozkaz hitlerowskiego naczelnego dowództwa sił zbrojnych (OKW), dotyczący rozpoczęcia rozkopywania grobów nosi datę 29 marca 1943 r. (W rzeczywistości - jak zobaczymy - przygotowania sięgały znacznie odleglejszego czasu). Jest nie do pomyślenia, aby wszystko to działo się bez wiedzy i czynnego udziału Goebbelsa.

Dość powiedzieć, że pierwsza "wycieczka polska", organizowana przez hitlerowców z początkiem kwietnia, wyleciała do Smoleńska w dniu 10 kwietnia 1943 r. - jak stwierdza wydana przez klikę emigrancką książka Zbrodnia katyńska w świetle dokumentów, str. 246 - a Goebbels miał się o Katyniu dowiedzieć "z przerażeniem" w dniu 9 kwietnia?

Tyle zatem akurat jest prawdy w "zaskoczeniu" i "oburzeniu" Goebbelsa, ile prawdy jest w jego twierdzeniu - czy też w podsuniętym mu w Pamiętnikach przez amerykańskich wydawców twierdzeniu - iż polskich oficerów "zamordowali Sowieci". Spoza szminki łajdackich kłamstw i fałszerstw wyziera jednak w Pamiętnikach Goebbelsa nie dająca się ukryć ani przeinaczyć prawda. Goebbelsowi, jednemu z głównych współautorów prowokacji katyńskiej, wymykają się co pewien czas - wbrew woli oraz mimo starań jego amerykańskich wydawców - wyznania nader wymowne. Niektóre z nich przytaczamy w niniejszej pracy. (Cytowane fragmenty Pamiętników Goebbelsa pochodzą z tłumaczenia francuskiego).

W dniu 13 kwietnia 1943 roku - "obróbka" grobów w Katyniu jest już zakończona i ukończone są przygotowania propagandowe do rozpętania prowokacji; sprowadzono do lasu Katyńskiego pierwsze "wycieczki" - w dniu 13 kwietnia 1943 r. bomba goebbelsowska wybuchła: radiostacja w Berlinie podaje wiadomość, że "miejscowa ludność wskazała władzom niemieckim" groby "10 000 polskich oficerów" wymordowanych, naturalnie, "przez GPU".

Maszyna propagandy hitlerowskiej zaczyna pracować na pełnych i przyspieszonych obrotach. Zgodnie z celami, które osiągnąć ma "błyskawiczna prowokacja", ludobójcy hitlerowscy, który ręce unurzane są po łokcie we krwi setek tysięcy, milionów Polaków, podnoszą ogłuszający wrzask antyradzieckich "oskarżeń". Jest to jedno z owych odrażających widowisk, w których celuje imperializm: ludobójca, stojąc nad otwartym grobem pomordowanych przez siebie ofiar, usiłuje raz jeszcze utuczyć się ich śmiercią, zbić kapitał polityczny z przelanej przez siebie krwi.

I w zupełnie tym samym stylu i zupełnie w tym samym stopniu prawdomówności, w jakim goebbelsowska propaganda "oskarżała" w roku 1940 naród polski i wojska polskie o "wymordowanie przeszło 58 tysięcy Niemców" oraz o znęcanie się nad... Wehrmachtem - w tym samym stylu i z równą "prawdomównością" i z równie "niezbitymi dowodami, dokumentami, fotografiami" w ręku "oskarżają" teraz Hitler i Goebbels swego pogromcę, Związek Radziecki, o "wymordowanie" oficerów polskich, których sami jesienią 1941 roku zgładzili.

Porównajmy:

1) "Heca ta trafiła na grunt charakteru narodowego, który i bez tego miał skłonności do najdzikszych instynktów i nieopanowanych namiętności. Wojska polskie ponoszą winę za najokropniejsze zbrodnie wojenne popełnione na niemieckich siłach zbrojnych. Przy tym wykroczyły one nie tylko przeciwko najelementarniejszym prawom ogólnym ludzkości, ale zlekceważyły ponadto prawa wojny, których lekceważyć nie może żaden naród stojący w szeregu narodów kulturalnych" (Dokumente polnischer Grausamkeit czyli Dokumenty polskiego okrucieństwa, 1940 r., str. 411).

2) "Tylko naród, który i bez tego ma w swoim charakterze skłonności do najdzikszych instynktów i nieopanowanych namiętności, naród, który pozostaje poza rodziną kulturalnych narodów - mógł pozwolić sobie na podobne czyny" (Radio Berlin w dn. 17 kwietnia 1943 r. Tym razem "oskarżony" jest naród rosyjski).

W obydwu wypadkach "oskarża" ten sam Goebbels, najbliższy druh Hitlera - tkliwy obrońca "prawa" i "kultury". "Prawa" i "kultury" epoki gnijącego kapitalizmu, których pomnikami są i po wieczne czasy pozostaną: komory gazowe, piece krematoryjne, rozwiane z dymem popioły milionów, milionów ludzi, abażury z ludzkiej skóry i mydło. Mydło "kulturalnie" robione z ludzi.

Zaiste, nigdy świat nie widział tyle nikczemnego cynizmu, co w owym kwietniu 1943 roku, kiedy tytularny kulawy łgarz III Rzeszy wypuszczał w świat kolejną, plugawą, hitlerowską prowokację katyńską.

"Wysłaliśmy na miejsce (do Katynia) dziennikarzy neutralnych i polskich intelektualistów... Fuehrer upoważnił nas do dawania dramatycznych sprawozdań z Katynia w prasie niemieckiej. Wydaję dyrektywy, aby ten materiał propagandowy był maksymalnie wyzyskany. Będziemy z niego mogli ciągnąć korzyści w ciągu wielu tygodni" - notuje Goebbels w dniu 14 kwietnia 1943 r., podskakując z radości. (Le Journal du Dr Goebbels, str. 309).

"Dramat katyński przybiera proporcje olbrzymiej afery politycznej, która może mieć głębokie konsekwencje. Toteż eksploatujemy sprawę Katynia wedle wszelkich zasad sztuki. Ponieważ w ten czy inny sposób tych 10 czy 12 tysięcy Polaków straciło życie - być może trochę na to zasłużyli, bo przecież to Polacy wojnę naprawdę wywołali - warto teraz posłużyć się nimi, aby spróbować narodom europejskim wytłumaczyć, czym jest bolszewizm." - notuje Goebbels pod datą 17 kwietnia 1943 r. (Tamże, podkreślenie moje - B. W.).

I jeszcze pod datą 10 mają 1943 r.: "Fuehrer jest bardzo zadowolony ze sprawy katyńskiej, która przekonała go, jak ogromne możliwości kryje dla nas (nawet i zwłaszcza po klęsce stalingradzkiej - B. W.) propaganda antybolszewicka." (Tamże, str. 348).

Tak pisze o prowokacji katyńskiej w swoich Pamiętnikach - wydanych, przejrzanych i... poprawionych przez wywiad amerykański - sam autor prowokacji katyńskiej, Herr Reichsminister doktor Joseph Goebbels. Zauważmy przy tym niezmiernie charakterystyczny fakt: na okres wykańczania prac nad sfabrykowaniem prowokacji katyńskiej przypada zbliżenie Goebbelsa z Canarisem, szefem hitlerowskiego kontrwywiadu. "Canaris i ja postanowiliśmy odtąd ściśle ze sobą współpracować" - pisze Goebbels w swych Pamiętnikach pod datą 9 kwietnia 1943 r. (Tamże, str. 300).

Wiemy już zaś, z kim współpracował admirał Canaris: z Allenem Dullesem! Powiązanie trójkąta Goebbels-Canaris-Allen Dulles tłumaczy bardzo wiele - zarówno w roku 1943 jak i w roku 1951-52. (Allen Dulles wraz z b. ambasadorem USA w Polsce Bliss-Lanem należał do komitetu "organizacyjnego", który odgrzebał starą goebbelsowską prowokację katyńską. Por. rozdz. XI).

Gdyby w kwietniu 1943 r. znalazł się był ktoś naiwny, kto nie uchwycił wtedy prawdziwego celu, w imię którego kierownictwo III Rzeszy sfabrykowało nikczemną prowokację katyńską - mógł się o tym dowiedzieć równo w 4 dni po "sonder"-komunikacie Radia Berlin. Już bowiem 17 kwietnia 1943 roku minister spraw zagranicznych rządu generała Franco - a wiadomo, jak ten rząd serdecznie był bliski Hitlerowi - już 17.04.1943 r. madrycki minister spraw zagranicznych, generał Jordana, powołując się m. in. na poparcie Watykanu, przedstawił rządowi USA i W. Brytanii zupełnie niedwuznaczną propozycję zawarcia odrębnego pokoju z III Rzeszą (i z faszystowskimi Włochami), a to "w celu uchronienia zachodu przed niebezpieczeństwem bolszewizmu", którego "straszliwe zbrodnie" zostały właśnie "ujawnione"...

"Ofertę zawarcia odrębnego pokoju z III Rzeszą zgłosił, ofiarując publicznie pośrednictwo Hiszpanii, generał Jordana, i jest rzeczą znamienną, że powołał się on przy tym na poparcie Stolicy Apostolskiej (and it is noteworthy that he claimed the support of the Holy See). Sugestie, które przyszły ze strony radia szwajcarskiego są, zdaje się, identyczne" - pisał tygodnik brytyjski The New Statesman and Nation w numerze z dnia 24 kwietnia 1943 roku.

Oto po co była potrzebna prowokacja katyńska. Oto potwierdzenie celów, które przyświecały jej autorom. Przez "zademonstrowanie" rzekomych "zbrodni bolszewizmu" hitlerowscy ludobójcy zamierzali umożliwić lub przynajmniej ułatwić reakcyjnym kołom na kapitalistycznym "zachodzie" przeforsowanie odrębnego pokoju z III Rzeszą. Hitlerowcy wszystko dokładnie obmyślili. Zapomnieli tylko o drobnostce: iż żadna, najsprytniej nawet obmyślona prowokacja, nie mogła już przesłonić światu ich straszliwych zbrodni ludobójstwa; iż żadne wysiłki takich czy innych reakcyjnych kół na kapitalistycznym "zachodzie" nie były wówczas w stanie zmienić charakteru toczącej się wojny. Wojny antyfaszystowskiej.

Brudna, zawiła i zbrodnicza była gra, którą prowadziły koła rządzące W. Brytanii, Francji i USA w okresie drugiej wojny światowej. Celem burżuazji europejskiej i amerykańskiej, nawet kiedy zmuszona była prowadzić wojnę przeciw hitlerowskim Niemcom, faszystowskim Włochom i Japonii, nie było bynajmniej usunięcie źródeł faszyzmu i hitleryzmu ani zniszczenie całkowite faszyzmu i hitleryzmu. Celem było pozbycie się nazbyt już groźnej konkurencji Niemiec, Japonii i Włoch, jako imperialistycznych rywali USA i W. Brytanii - przy pozostawieniu klasom panującym w Niemczech, Japonii i Włoszech dostatecznej siły do trzymania w ryzach klasy robotniczej. I przy jak największym równocześnie osłabieniu, jeśli już nie pełnym zniszczeniu Związku Radzieckiego!

"Jeśli Niemcy zaczną wygrywać wojnę, powinniśmy dopomóc Rosji, a jeżeli Rosja zacznie wygrywać, winniśmy dopomóc Niemcom. Tym sposobem niech się możliwie najwięcej powybijają" - pisał w New York Times z dnia 24 czerwca 1941 r. pewien senator amerykański ze stanu Missouri. Senator nazywał się Harry S. Truman...

Czego się bowiem najbardziej obawiały klasy panujące Stanów Zjednoczonych i W. Brytanii - to wzmocnienia Kraju Rewolucji Socjalistycznej oraz zawalenia się władzy europejskiej burżuazji w wyniku klęski wielkokapitalistycznych Niemiec i Włoch. Stąd - wysiłki brytyjskich i amerykańskich koncernów, żeby wojnę możliwie przedłużyć i żeby wykrwawionemu Związkowi Radzieckiemu oraz wykrwawionym ludom Europy móc podyktować kapitalistyczne warunki. Stąd - osławiona strategia polegająca na stałym odwlekaniu utworzenia drugiego frontu, wielokrotnie i solennie przyrzeczonego. Stąd - niechęć wobec prawdziwie wyzwoleńczych ruchów oporu w okupowanej przez hitlerowską Rzeszę Europie. Stąd - polityka odbudowy sił reakcyjnych w Niemczech, Włoszech, Grecji, Japonii, podjęta nazajutrz po zakończeniu wojny, a nawet jeszcze w czasie jej trwania.

Jednakże najbardziej nawet podstępna strategia wielkich kapitalistów amerykańskich i brytyjskich nie zdołała zapobiec temu, iż walka Związku Radzieckiego, pierwszego w świecie państwa robotników i chłopów, przekształciła niezwłocznie drugą wojnę światową w wojnę antyimperialistyczną, w wojnę narodów przeciwko faszyzmowi, w wojnę ludów o wyzwolenie, przeciwko petainowskim i quislingowskim agenturom hitleryzmu.

Właśnie i tylko dlatego, że była to wojna antyimperialistyczna i antyfaszystowska, narody godziły się przelewać krew i znosić niewypowiedziane cierpienia. Właśnie dlatego, że była to wojna antyimperialistyczna i antyfaszystowska, narody domagały się bezwzględnej kapitulacji III Rzeszy i całkowitego zniszczenia faszyzmu. "Odwrócenie sojuszów", tj. "doszlusowanie" do III Rzeszy przeciwko pogromcy ludobójców hitlerowskich, przeciwko Związkowi Radzieckiemu - było w tych warunkach rzeczą niemożliwą. Przerastało możliwości - i nawet antyradziecką nienawiść - Dullesów.

Toteż haniebna prowokacja katyńska nie mogła spełnić najważniejszych nadziei i rachub, jakie z nią wiązali Hitler i Goebbels. Nawet zachowawcza prasa brytyjska demaskowała - jak zobaczymy - potworny fałsz goebbelsowskiego wymysłu. Znalazł się jednak ktoś, kto nie zawahał się podtrzymać i wesprzeć hitlerowskiej prowokacji: reakcja polska. Reakcja polska w Londynie - i w kraju.