Rozdział I. PROWOKACJA JAKO SYSTEM.

Od chwili narodzin aż do haniebnego zgonu, od chwili dojścia do władzy aż do swej ostatecznej klęski hitleryzm stosuje stale i nieodmiennie prowokację. Prowokacja hitlerowska, podniesiona przez Hitlera, Goeringa i Goebbelsa do godności systemu, polega stale i nieodmiennie na przypisywaniu, na podrzucaniu przeciwnikom hitleryzmu własnych, hitlerowskich zbrodni. I tych, które hitlerowcy już popełnili i tych, które w danym momencie popełnić zamierzali.

"Pożar Reichstagu" - w chwili dojścia do władzy. "Krwawe napady Polaków na terytorium Niemiec" - właśnie w chwili wkroczenia Wehrmachtu na terytorium Polski i rozpętania wojny przeciw Polsce. Ogłoszenie (w roku 1940) Dokumentów okrucieństwa polskiego - właśnie w chwili zastosowania w okupowanej Polsce okrucieństw hitlerowskich, bestialskich. Okrucieństw na nieznaną dotąd w dziejach skalę pomyślanych i realizowanych.

I Katyń! Potworna, antyradziecka prowokacja katyńska - właśnie w chwili, kiedy świat drżał z gniewu i odrazy przed bezmiernymi zbrodniami ludobójców hitlerowskich, a III Rzesza drżała po Stalingradzie z przerażenia, rozpaczliwie szukając sposobów rozbicia solidarności sojuszników i gniewu narodów.

Oto kilka tylko, ale charakterystycznych przykładów - i niejako kolejnych etapów - hitlerowskiego systemu prowokacji.

Warto im się przyjrzeć nieco bliżej. Rzucają one bowiem pierwszy snop światła na przyszłą "operację katyńską" - na katyński "Ablenkungsmanoevr" (manewr dywersyjny, odwracający uwagę).

Pożar Reichstagu. 30 stycznia 1933 r. Hitler - mąż opatrznościowy niemieckich magnatów finansowych - obejmuje stanowisko kanclerza Rzeszy. 5 marca mają się odbyć wybory do Reichstagu. Potrzebny jest pretekst do rozpętania krwawego terroru przeciw antyfaszystom niemieckim, przeciw lewicy niemieckiej. 28 lutego wybucha pożar Reichstagu (gmachu parlamentu Niemiec), Ze swego pałacyku przewodniczącego Reichstagu Goering wysłał podpalaczy podziemnym przejściem do gmachu parlamentu. W płonącym budynku pozostawili hitlerowcy swego najmitę, półzidiociałego włóczęgę, van der Lubbego, z legitymacją członka Komunistycznej Partii Niemiec w kieszeni. Legitymacja jest oczywiście fałszywa. I Dymitrow, którego hitlerowcy posadzili na ławie "oskarżonych", demaskuje przed całym światem tę prowokację Goeringa oraz prawdziwych podpalaczy Reichstagu, którzy roznieconym przez nich samych pożarem zdążyli się już posłużyć jako pretekstem do krwawej rozprawy z lewicą niemiecką.

Prowokacja poprzedzająca najazd na Polskę. Na tajnej odprawie dowódców wojskowych z dnia 22 sierpnia 1939 roku, poświęconej sprawie wojny przeciwko Polsce - wojny, której cel fuehrer określił jako "zagładę Polski" - Hitler oświadczył:

"Sam znajdę propagandowe uzasadnienie dla wywołania wojny, obojętnie, czy będzie ono wiarygodne. Później nie będą pytać zwycięzcy, czy mówił prawdę". (Dokument Procesu Norymberskiego nr 1014/PS. Cyt. Wg A. Nordena, Jak przygotowuje się wojny, "Książka i Wiedza", 1951 r., str. 88).

A oto jedno z "propagandowych uzasadnień", które Hitler - popędzany na wschód przez monachijczyków - wynalazł przed rozpętaniem wojny przeciw Polsce. W dniu 1 września 1939 roku oficjalna hitlerowska agencja prasowa "Deutsches Nachrichtenbuero" podała - a przedrukowała to cała prasa hitlerowska z organem centralnym NSDAP Voelkischer Beobachter na czele - następujący komunikat:

"Około godz. 20 dziś wieczór (tj. 31 sierpnia 1939 r.) rozgłośnia w Gliwicach została zaatakowana przez polskich napastników. Polacy siłą wdarli się do studia. Udało im się odczytać odezwę polską w polskim i częściowo w niemieckim języku. Jednak po kilku minutach zostali obezwładnieni przez policję, którą zaalarmowali gliwiccy radiosłuchacze. Policja musiała użyć broni, tak że napastnicy ponieśli straty w zabitych.

Napad na rozgłośnię był prawdopodobnie sygnałem generalnego ataku polskich powstańców na ziemię niemiecką. Mniej więcej o tym samym czasie powstańcy polscy, jak stwierdzić można było dotychczas, przekroczyli granicę niemiecką w dwóch innych punktach. Chodziło tu ponownie o ciężko uzbrojone oddziały, które prawdopodobnie wspierane były przez regularne oddziały wojskowe. Oddziały policji granicznej stawiły opór napastnikom. Zaciekłe walki trwają jeszcze".

Szwedzki przemysłowiec Birger Dahlerus, który w sierpniu 1939 r. próbował pośredniczyć między Berlinem a Londynem, zeznał 19 marca 1946 r. przed Trybunałem Norymberskim:

"Spotkałem się z Goeringiem 1 września 1939 r. o godz. 8 w jego kwaterze głównej. Po pewnym wahaniu powiedział mi, że wojna wybuchła dlatego, że Polacy napadli na rozgłośnię w Gliwicach". (Cyt. Wg A. Nordena, Jak przygotowuje się wojny, "Książka i Wiedza", 1951 r., str. 89).

Tak powiedział podpalacz Reichstagu, jeden z mistrzów prowokacji hitlerowskiej - Goering. A jak wyglądał w rzeczywistości ów "krwawy napad Polaków na radiostację w Gliwicach"? Odpowiada na to Dokument 2751/PS z dnia 20.11.1945 r., przedstawiony Trybunałowi Norymberskiemu:

"Ja, Alfred Helmut Naujock, składam pod przysięgą po poprzednim zaprzysiężeniu następujące zeznanie:

1. Od roku 1931 do 19 października 1944 byłem członkiem SS i członkiem SD (Sicherheitsdienst, formacja policyjna gestapo) od chwili założenia tej organizacji w 1934 r. do stycznia 1941 r. Jako członek Waffen-SS służyłem w wojsku od lutego 1941 do połowy roku 1942. Później pracowałem w wydziale gospodarczym administracji wojskowej Belgii od września 1942 do września 1944. 19 października 1944 poddałem się aliantom.

2. Około 10 sierpnia 1939 roku otrzymałem rozkaz osobiście od Heydricha, szefa Sipo i SD (Sicherheitspolizei i Sicherheitsdienst, formacje policyjne gestapo) wykonania pozornego zamachu na rozgłośnię radiową w Gliwicach w pobliżu granicy polskiej i to w taki sposób, aby wyglądało, że to Polacy byli napastnikami. Heydrich powiedział: "Faktyczne dowody polskich prowokacji potrzebne są dla prasy zagranicznej i niemieckiej propagandy". Rozkazano mi udać się z 5 lub 6 członkami SD do Gliwic i tam oczekiwać umówionego hasła od Heydricha, że zamach należy wykonać. Rozkaz, który otrzymałem, brzmiał: opanować rozgłośnię i utrzymać ją tak długo, aby mówiący po polsku Niemiec mógł wygłosić przemówienie w języku polskim przez radio. Mówiącego po polsku Niemca przydzielono mi. Heydrich powiedział, że w przemówieniu winna być mowa o tym, że nadszedł czas rozprawy między Polakami a Niemcami i że każdy Niemiec, który będzie stawiał opór, zostanie zgładzony. Heydrich powiedział mi również, że spodziewa się, iż atak Niemiec na Polskę nastąpi w najbliższych dniach.

3. Udałem się do Gliwic i czekałem tam dni 14. Wówczas zwróciłem się do Heydricha z prośbą o zezwolenie mi na powrót do Berlina, otrzymałem jednak nakaz pozostania nadal w Gliwicach. Między 25 a 31 sierpnia odwiedziłem Heinricha Muellera, kierownika gestapo, który wówczas znajdował się w pobliżu Opola. W mojej obecności Mueller omawiał z jakimś człowiekiem, nazwiskiem Mehlhorn, plany incydentów granicznych, mających wywołać wrażenie, że polscy żołnierze atakują wojska niemieckie... Do tego celu mieli być użyci Niemcy w sile około jednej kompanii. Mueller oświadczył, że użyłby do tego celu 12 czy 13 skazanych zbrodniarzy, których należy przebrać w polskie mundury i zwłoki ich pozostawić na miejscu wypadku, aby wywołać wrażenie, że zostali oni zabici w czasie ataku. W tym celu przewidziano dla tych zbrodniarzy śmiertelne zastrzyki, które dać im miał pewien lekarz, zatrudniony przez Heydricha; następnie należy wykonać rany postrzałowe. Po zakończeniu incydentu należy na miejsce wypadku sprowadzić przedstawicieli prasy i innych ludzi, na koniec należy sporządzić raport policyjny.

4. Mueller powiedział mi, że otrzymał od Heydricha rozkaz dostarczenia mi jednego z tych zbrodniarzy do Gliwic. Zbrodniarzy tych określił Heydrich hasłem "Konserwy".

5. Incydent gliwicki, w którym brałem udział, odbył się w wieczór poprzedzający niemiecki atak na Polskę. O ile mogę sobie przypomnieć, wojna rozpoczęła się 1 września 1939 r. W południe 31 sierpnia otrzymałem od Heydricha telefon, z którego w myśl umówionego szyfru dowiedziałem się, że zamach wykonany ma być o godz. 8 wieczór tegoż dnia. Heydrich powiedział: "Przed wykonaniem zamachu zameldujcie się u Muellera w sprawie "Konserw"!" Uczyniłem to i zażądałem, by Mueller dostarczył mi tego człowieka w pobliże rozgłośni. Otrzymałem tego człowieka i poleciłem złożyć go przy wejściu do radiostacji. Żył on jeszcze, ale był nieprzytomny. Spróbowałem otworzyć mu oczy. Z oczu nie mogłem stwierdzić, czy żyje, oddychał jednak. Nie widziałem też żadnych ran postrzałowych, natomiast na twarzy miał wiele rozmazanej krwi. Był w ubraniu cywilnym.

6. Zdobyliśmy radiostację według rozkazu, przez trzy czy cztery minuty wygłaszane było przemówienie przez rozgłośnię pomocniczą, następnie wystrzeliliśmy kilkakrotnie z rewolwerów i opuściliśmy teren rozgłośni". (Cyt. Wg E. J. Osmańczyka, Dowody prowokacji, Czytelnik 1951 r., str. 19-20).

Nadmienić należy, że owymi "zbrodniarzami", których szyfr hitlerowski określał jako "Konserwy", byli więźniowie obozów koncentracyjnych, niemieccy antyfaszyści.

Prowokacja została zrealizowana przez gestapo oraz generałów hitlerowskiego sztabu generalnego z Keitlem na czele. (Patrz E. J. Osmańczyk, Dowody prowokacji, Czytelnik 1951 r., str. 21-22). Prowokacja gliwicka stanowi niejako prawzór prowokacji katyńskiej, jeśli się uwzględni, rzecz jasna, różnicę celów i różną skalę ofiar. Zasadniczą wszakże "technikę", zastosowaną w prowokacji gliwickiej, odnajdziemy również w Katyniu. W pierwszym wypadku "Konserwy" - to zamordowani przez hitlerowców antyfaszyści niemieccy, których zwłoki, odziane w mundury żołnierzy polskich, świadczyć miały, że "Polacy napadli na Niemcy". W drugim wypadku "Konserwy" - to zamordowani przez hitlerowców oficerowie polscy, których groby ujawnione przez hitlerowskich morderców świadczyć mają o "winie Sowietów".

"Okrucieństwa" Polaków. Propagandowym prawzorem Katynia - tyle że wymierzonym nie przeciw Związkowi Radzieckiemu, lecz przeciw narodowi polskiemu - jest oficjalna publikacja hitlerowska z 1940 roku pt.: Dokumenty polskiego okrucieństwa (Dokumente polnischer Grausamkeit). "Oskarża" się tu Polskę o wymordowanie - ni mniej ni więcej - tylko 58 000 Niemców w okresie od dnia wybuchu wojny do chwili uwolnienia Niemców (w Polsce) "spod polskiego jarzma"!

Urzędowa publikacja hitlerowska stwierdza przy tym, że do dnia 1 lutego 1940 r. zidentyfikowano dokładnie 12 857 zwłok Niemców "zamordowanych przez Polaków".

O technice prowokacji zastosowanej w tym wypadku świadczy następujący przykład "utożsamiania" zwłok: pod Białymstokiem znaleziono szczątki zabitego w toku działań wojennych człowieka, który natychmiast został uznany za Niemca, zamordowanego - rzecz jasna - przez Polaków. Ze znalezionych przy zwłokach dokumentów okazało się nieco później, iż zabity nazywał się Trawiński i pochodził z Grudziądza. Zawiadomiony o tym szef "Centrali Grobów", dr Schmidt, orzekł, że zwłoki są jednak "niemieckie", bo matka Trawińskiego mogła przecież być Niemką. (Fakty zaczerpnięte z Biuletynu Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, t. III, str. 158).

W taki to "ścisły" sposób sfabrykowano prowokację pod nazwą Dokumenty polskiego okrucieństwa. I tę samą technikę prowokacyjnych przeinaczeń, haniebnych fałszerstw i oszustw zastosuje aparat Goebbelsa i Himmlera - jak zobaczymy - również i w Katyniu.

Wszelako już na wstępie zaznaczyliśmy, iż nie sposób rozważać przyczyn i okoliczności zbrodni katyńskiej w oderwaniu od polityki biologicznego unicestwiania narodu polskiego. Przyjrzyjmy się tej polityce - chociażby w skrócie.